﻿<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>BooksLand - Świat Książek &#187; Powieść</title>
	<atom:link href="http://booksland.com.pl/index.php/category/powiesc/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://booksland.com.pl</link>
	<description>Fragmenty oraz recenzje ciekawych pozycji wydawniczych</description>
	<lastBuildDate>Sun, 19 Feb 2012 21:51:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.3</generator>
		<item>
		<title>Richard Paul Evans &#8211; Stokrotki w śniegu</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/12/06/richard-paul-evans-stokrotki-w-sniegu/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/12/06/richard-paul-evans-stokrotki-w-sniegu/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Dec 2011 23:02:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura współczesna]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Przegląd wg. autorów]]></category>
		<category><![CDATA[Richard Poul Evans]]></category>
		<category><![CDATA[literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=510</guid>
		<description><![CDATA[Czy można dostać drugą szansę i rozpocząć wszystko od nowa? James Kier zginął w wypadku. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało. On sam dowiedział się o własnej śmierci z gazet. Pomyłkę szybko wyjaśniono, ale błąd popełniony przez dziennikarza ucieszył wszystkich znajomych Jamesa. Nic dziwnego. Nie był kandydatem na najlepszego przyjaciela. Bezwzględny szef. Rekin biznesu wyznający zasadę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" src="http://merlin.pl/Stokrotki-w-sniegu_Richard-Paul-Evans,images_product,13,978-83-240-1460-6.jpg" alt="" width="234" height="280" /></p>
<p>Czy można dostać drugą szansę i rozpocząć wszystko od nowa?<br />
James Kier zginął w wypadku. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało.<br />
On sam dowiedział się o własnej śmierci z gazet. Pomyłkę szybko  wyjaśniono, ale błąd popełniony przez dziennikarza ucieszył wszystkich  znajomych Jamesa.<br />
Nic dziwnego.<br />
Nie był kandydatem na najlepszego przyjaciela. Bezwzględny szef. Rekin  biznesu wyznający zasadę &#8211; po trupach do celu. Mąż, który zostawia  umierającą żonę. Ojciec znienawidzony przez syna.<br />
Czy można zacząć wszystko od nowa?<br />
Wynagrodzić popełnione krzywdy?<br />
Przebaczyć innym i sobie?<br />
Stokrotki w śniegu to piękna, wzruszająca opowieść o sile miłości i  nadziei. O tym, że najważniejsza w życiu jest rodzina. Że tylko kochając  i będąc kochanym, można odnaleźć własną drogę w życiu.</p>
<p style="text-align: center;">Fragment książki</p>
<p>&#8222;Obniżająca się temperatura sprawiła, że w dolinie opadł smog, zmieniając powietrze w gęstą brązową substancję. Kier siedział w samochodzie, trzymając na kolanach przygotowaną przez Linde listę. O ile w teorii plan odnalezienia wszystkich tych ludzi i wynagrodzenia poczynionych krzywd wydał mu się znakomity, o tyle teraz, kiedy siedział w samochodzie przed domem jednego z nich, pomysł ten nie rysował się już tak kolorowo. Jeśli prawdą jest to, co powiedziała Lmda, zrujnował tym ludziom życie.<span id="more-510"></span> Jakiego powitania mógł się spodziewać?<br />
Jeszcze raz spojrzał na nazwisko: Eddie Grimes. Nie musiał czytad notatek, by przypomnieć sobie, kim był i co on sam mu zrobił. Grimes był niegdyś właścicielem Grimes Constru-ction, niewielkiej, ale dobrze prosperującej lokalnej firmy budowlanej z dużym potencjałem. Razem z Kierem wystąpił do przetargu na dużą budowę i wygrał. Kier wcale nie potrzebował tego kontraktu. Szczerze mówiąc, miał i tak wystarczająco dużo pracy, ale przegrana zabolała go. Poza.tym nie podobało mu się, że dał możliwość rozwoju potencjalnie niebezpiecznemu konkurentowi. Postanowił zniszczyć tę firemkę z ambicjami. Ponieważ był dobrze przygotowany do przetargu i miał niezłe rozeznanie rynku, wiedział, że problemem przy tym projekcie może być dostępność pewnych materiałów, szczególnie kartongipsów.<br />
Mając duże rezerwy finansowe, Kier wykupił cały zapas tego materiału w rejonie Rocky Mountain. Wystarczająco dużo,<br />
by zaopatrzyć swoje kolejne trzy budowy i sprawić, by w krótkim czasie powstał popyt na ten materiał. Kiedy przyszedł moment, że Grimes potrzebował kartongipsów, żadna z hurtowni w stanie, a nawet w stanach obok, nie zdołała zrealizować zamówienia. Na najbliższą partię musiałby czekać ponad miesiąc. Brak materiałów zatrzymał całkowicie projekt, narażając Grimesa na potężne kary za każdy dzień spóźnienia, kiedy jego ekipy siedziały bezczynnie na placu budowy. W końcu inny wykonawca, który także ucierpiał na manewrze Kiera, powiadomił Grimesa o jego poczynaniach. Przełykając gorycz<br />
upokorzenia, Grimes pofatygował się do biura Kiera, prosząc go, by odsprzedał mu nieco potrzebnego materiału. Kler nie tylko odmówił, ale także zwymyślał konkurenta, wytykając mu błędy w planowaniu projektu. Powiedział mu, że „jest za cienki, żeby grad w tę grę dla dużych chłopców&#8221;.<br />
Stopniowo, w miarę jak rosły jego straty, Grimes był zmuszony do zwolnienia pracujących dla niego ludzi, a ostatecznie do porzucenia projektu. To doprowadziło do takich strat, że musiał ogłosić bankructwo. Razem z projektem utracił także swoją reputację. Po takiej porażce już nikt nie chciał współpracować z Grimes Construction.<br />
Budowa została przekazana firmie Kiera, który nie tylko skorzystał z prac wcześniej wykonanych przez ekipę Grimesa, ale także podniósł swoje wynagrodzenie o dwadzieścia procent w porównaniu do oferty wstępnej. W nagrodę za sfinalizowanie projektu Kier sprawił sobie nową willę w Palm Springs.<br />
Jakby tego było mało, po ukończeniu budowy boczna droga prowadząca na wysypisko śmieci została nazwana ulicą Grimesa.<br />
Kiedy jeszcze jego firma dobrze funkcjonowała, Grimes wybudował sobie na wschodnim zboczu doliny piękny dom o powierzchni ponad siedmiuset metrów kwadratowych. Kier przejeżdżał tamtędy z Sara, która aż jęknęła z zachwytu, widząc budynek. Chociaż nie chciał tego przyznać, Kierowi także zaimponował rozmach, z jakim została zaplanowana ta posiadłość. Dom był w stylu francuskim, postawiony w niezwykle malowniczym miejscu, otoczony ścieżkami wyłożonymi kamieniem, ze starannie dobranymi rzeźbami i szpalerem drzewek kumkwatu, ciągnącym się wzdłuż głównej alejki. Kier mógł się jedynie domyślać, że posiadłość przepadła wraz z resztą majątku. Niewielki dom w złym stanie, przed którym właśnie stał, nie mógł się równać z siedzibą konkurenta, którą kiedyś potajemnie podziwiał. Ironia losu, pomyślał Kier. Dom-ruina, a mieszka w nim tak dobry budowlaniec.<br />
Co można powiedzieć człowiekowi, którego się zniszczyło? &#8211; zastanawiał się Kier. Jak można naprawić krzywdy? Kiedy tak się namyślał, przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Jego firma mogłaby dużo skorzystać na obecności tak utalentowanego budowlańca, jakim był Grimes. Mógł zaoferować mu jakieś wysokie stanowisko, może nawet z możliwością otrzymania pewnego pakietu akcji. A co więcej, te dwadzieścia procent ekstra, które zarobił na sabotażu projektu Grimesa,<br />
pokryłoby koszty zatrudnienia go. Nagle poczuł, że to spotkanie może się udać, że dojdą do porozumienia. Kto wie, pomyślał, może do południa będą już kumplami, którzy śmieją się z dawnych czasów.<br />
Kier wysiadł z samochodu, podszedł do furtki i nie czekając na zaproszenie, wszedł na podwórko. Okna były zasłonięte, a jedyny ślad czyjejś obecności stanowiły psie ślady prowadzące tam i z powrotem od drzwi wejściowych.<br />
Przedarł się przez śnieg i wdrapał się po trzech schodkach na ganek. O ścianę stały oparte dwie pary nart. Nacisnął dzwonek. Nic nie usłyszał, zapukał więc kilka razy. Jak na komendę odpowiedział mu pies, skowycząc, a potem szczekając jak oszalały. Po kilku chwilach drzwi się uchyliły. Stanęła w nich śliczna dziewczyna z krótkimi brązowymi włosami. Miała w uszach słuchawki. Ustawiła się w uchylonych<br />
drzwiach, tak by zablokować wyjście podekscytowanemu zwierzęciu, które na widok nieznajomego zaczęło ujadać jeszcze bardziej&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<ul>
<li><strong> Tytuł oryginalny:</strong> The Christmas List</li>
<li><strong> Język oryginalny:</strong> angielski</li>
<li><strong> Tłumacz:</strong> Bolińska-Gostkowska Ewa</li>
<li><strong> Kategoria:</strong> Literatura piękna</li>
<li><strong> Gatunek:</strong> literatura współczesna zagraniczna</li>
<li><strong> Forma:</strong> powieść</li>
<li><strong> Rok pierwszego wydania:</strong> 2009</li>
<li><strong> Rok pierwszego wydania polskiego:</strong> 2010</li>
</ul>
<p>Książka dostępna w księgarni internetowej Albertus w cenie 28.10</p>
<p><script type="text/javascript">document.write('<scr'+'ipt type="text/javascr'+'ipt" src="http://www.afiliant.com/server/banners.js?id=327&#038;id_publisher=832">'+'</'+'script>');</script></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/12/06/richard-paul-evans-stokrotki-w-sniegu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stieg Larsson &#8211; Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/10/18/stieg-larsson-mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/10/18/stieg-larsson-mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Oct 2011 13:15:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura współczesna]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sensacja]]></category>
		<category><![CDATA[Śledztwo]]></category>
		<category><![CDATA[Stieg Larsson]]></category>
		<category><![CDATA[Thriller]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Larsson]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>
		<category><![CDATA[proza]]></category>
		<category><![CDATA[thriller]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=498</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Początkowo zupełnie nieczuły na prośby, Mikael ugiął się, kiedy usłyszał obietnicę kilku wspaniałych dni relaksu w miłym towarzystwie i z dobrą kuchnią. Z obietnic nic nie wyszło, a przejażdżka żaglówką przeobraziła się w katastrofę o wiele większą, niż Mikael potrafił sobie wyobrazić. Płynęli pięknym, choć średnio trudnym szlakiem Furusund z prędkością niespełna dziesięciu węzłów, przy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright" src="http://ecsmedia.pl/c/mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet-b-iext2908310.jpg" alt="" width="224" height="349" />&#8222;Początkowo zupełnie nieczuły na prośby, Mikael ugiął się,<br />
kiedy usłyszał obietnicę kilku wspaniałych dni relaksu w miłym<br />
towarzystwie i z dobrą kuchnią. Z obietnic nic nie wyszło, a<br />
przejażdżka żaglówką przeobraziła się w katastrofę o wiele większą,<br />
niż Mikael potrafił sobie wyobrazić. Płynęli pięknym, choć średnio<br />
trudnym szlakiem Furusund z prędkością niespełna dziesięciu<br />
węzłów, przy której dziewczyna PR-owca od razu zapadła na<br />
chorobę morską. Jej siostra zaczęła kłócić się z chłopakiem i nikt nie<br />
wykazał choćby minimum zainteresowania sztuką żeglarską.<span id="more-498"></span><br />
Wkrótce stało się jasne, że obsługa jachtu spocznie wyłącznie na<br />
Mikaelu. Pozostali uczestnicy wycieczki ograniczali się do<br />
udzielania życzliwych, acz przeważnie bezsensownych rad. Po<br />
pierwszym noclegu w zatoce na Angsó Mikael gotów był zawinąć do<br />
przystani w Furusund i wrócić do domu autobusem. I tylko<br />
desperackie apele PR-owca skłoniły go do pozostania na pokładzie.<br />
Następnego dnia koło południa, wystarczająco wcześnie, by<br />
znaleźć wolne miejsce, przybili do pomostu na wyspie Arholma.<br />
Przygotowali lunch i właśnie wrzucili coś na ruszt, gdy Mikael po<br />
raz pierwszy zauważył plastikową żółtą M-trzydziestkę wpływającą<br />
do zatoki pod grotżaglem. Podczas gdy łódź robiła spokojny zwrot,<br />
jej szyper szukał miejsca do zacumowania. Mikael, rozejrzawszy się<br />
dookoła, skonstatował, że przestrzeń między ich jachtem a H-boatem<br />
po prawej burcie była prawdopodobnie jedyną szczeliną, w którą<br />
mogła wślizgnąć się wąska M-trzydziestka. Stojąc na rufie, wskazał<br />
wolną przestrzeń. Szyper zbliżającego się jachtu uniósł dłoń w<br />
geście podziękowania i zmienił kurs. Samotny żeglarz, taki co to nie<br />
pofatyguje się, żeby włączyć motor – zanotował Mikael. Usłyszał<br />
szczęk kotwicznego łańcucha, a po kilku sekundach zobaczył<br />
spuszczany grotżagiel i uwijającego się jak w ukropie mężczyznę,<br />
który manewrując sterem, by wpłynąć prosto w szczelinę,<br />
jednocześnie przygotowywał koniec liny na dziobie.</p>
<p>Mikael wspiął się na reling i wyciągając rękę, zaoferował<br />
pomoc. Nowo przybyły zrobił ostatnią zmianę kursu i sunąc<br />
delikatnie, podpłynął perfekcyjnie do rufy jachtu. Rozpoznali się<br />
dopiero wtedy, gdy mężczyzna rzucił Mikaelowi koniec liny. Ich<br />
twarze rozpromienił szeroki uśmiech.</p>
<p>Cześć, Robban! – wykrzyknął Mikael. – Gdybyś korzystał z<br />
silnika, nie musiałbyś zdzierać farby ze wszystkich łodzi w porcie.<br />
– Cześć, Micke. Czyli dobrze mi się wydawało, że skądś cię<br />
znam! Chętnie bym użył silnika, gdyby tylko dał się odpalić. Bidok<br />
wysiadł kompletnie przy Ródlóga, dwa dni temu.<br />
Podali sobie ręce przez reling.<br />
Całą wieczność wcześniej, w latach siedemdziesiątych,<br />
Mikael Blomkvist i Robert Lindberg byli licealnymi kolegami, a<br />
może nawet przyjaciółmi. Ale, jak to często bywa z kolegami z ławy<br />
szkolnej, rozstali się zaraz po maturze. Obrali różne drogi i w ciągu<br />
ostatnich dwudziestu lat widzieli się zaledwie cztery czy pięć razy.<br />
Ich niespodziewane spotkanie w porcie na Arholma było pierwszym<br />
po siedmiu lub ośmiu latach. Przyglądali się sobie badawczo. Robert<br />
miał spaloną słońcem twarz, zmierzwione włosy i dwutygodniowy<br />
zarost.<br />
Nagle Mikaelowi zdecydowanie poprawił się humor. Podczas<br />
gdy PR-owiec ze swoim prostodusznym towarzystwem wybrał się na<br />
drugi kraniec wyspy, by potańczyć wokół świętojańskiego drzewka,<br />
Mikael zaparkował na M-trzydziestce i przy śledziu i wódce<br />
rozmawiał z dawnym kolegą o dupie Maryni.</p>
<p>W KTÓRYMŚ MOMENCIE tego wieczoru, gdy poddawszy się w<br />
walce z osławionymi arholmskimi komarami, przenieśli się pod<br />
pokład i wypili wystarczająco dużo setek, rozmowa przyjęła<br />
charakter koleżeńskiego przekomarzania się na temat moralności i<br />
etyki w świecie biznesu. Każdy z nich wybrał karierę, która w<br />
pewnym sensie dotyczyła finansów państwa. Robert skończył<br />
Wyższą Szkołę Handlową i wkroczył w świat bankowości. Mikael<br />
po studiach dziennikarskich poświęcił dużą część zawodowego życia<br />
na demaskowanie wątpliwych interesów właśnie w kołach<br />
bankowo-handlowych. Rozmowa zeszła na problemy moralne w<br />
związku z milionowymi odprawami „spadochronowymi&#8221;,<br />
zapoczątkowanymi w latach dziewięćdziesiątych. Wygłosiwszy<br />
mowę obronną na temat kilku „spadochroniarzy&#8221;, Lindberg odstawił<br />
kieliszek i przyznał z niechęcią, że wśród finansistów i bankowców z<br />
pewnością ukrywa się niejeden łajdak, mimo wszystko. Nagle</p>
<p>zmierzył Mikaela poważnym spojrzeniem.<br />
– Micke, jesteś dociekliwym dziennikarzem, zajmujesz się<br />
finansowymi przekrętami, dlaczego nigdy nie napisałeś niczego o<br />
Hansie-Eriku Wennerstrómie?<br />
– Nie wiedziałem, że jest coś do napisania.<br />
– Zacznij grzebać. Musisz trochę pogrzebać, do diabła! Jak<br />
dużo wiesz o programie ZPP?<br />
– Taa, jakiś program pomocy z lat dziewięćdziesiątych.<br />
Chodziło o postawienie na nogi przemysłu w byłych demoludach.<br />
Zakończony parę lat temu. Nigdy się tym nie zajmowałem.<br />
– ZPP to Zarząd Pomocy Przemysłowej, projekt wspomagany<br />
przez rząd i kierowany przez reprezentantów około dziesięciu<br />
znaczących szwedzkich firm. ZPP dostał państwowe gwarancje dla<br />
szeregu projektów, które uzgodniono w porozumieniu z rządami w<br />
Polsce i w krajach nadbałtyckich. Dołączyła się LO*, jako rękojmia,<br />
że wschodni ruch robotniczy zostanie umocniony według<br />
szwedzkiego modelu. Formalnie rzecz biorąc, chodziło o projekt na<br />
zasadzie „pomoc dla samopomocy&#8221;, projekt, który miał umożliwić<br />
tamtejszym rządom sanację ekonomiczną. W praktyce wyglądało to<br />
tak, że szwedzkie przedsiębiorstwa otrzymały państwowe dotacje,<br />
żeby zostać współudziałowcami w przedsiębiorstwach<br />
wschodnioeuropejskich. Ten cholerny chadecki minister należał do<br />
gorących zwolenników ZPP. W planach było otwarcie zakładów<br />
papierniczych w Krakowie, renowacja zakładu metalurgicznego w<br />
Rydze, fabryka cementu w Tallinie i tak dalej. Pieniądze<br />
przydzielało kierownictwo ZPP, czyli najważniejsi z ważnych w<br />
świecie bankowo-przemysłowym.&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger  znika jak kamień w wodę. Prawie czterdzieści lat później Mikael  Blomkvist otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera. Stojący na  czele wielkiego koncernu magnat przemysłowy prosi znajdującego się na  zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów.  Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby  rozwiązania zagadki zniknięcia Harriet. Mikael Blomkvist, skazany za  zniesławienie redaktor czasopisma Millennium, przechodzi kryzys wartości  i rezygnuje z obowiązków zawodowych. Podejmuje się niezwykłego  zlecenia, opuszcza Sztokholm i osiada w niewielkiej wiosce na północy  kraju. Po pewnym czasie dołącza do niego młoda ekscentryczna hackerka,  Lisbeth Salander. Wspólnie, choć nie zawsze ramię w ramię, biorą pod  lupę przeszłość klanu Vangerów i wykrywają prawdę o wiele bardziej  mroczną i krwawą niż ta, którą spodziewali się odnaleźć&#8230;</p>
<p>Tytuł: 	Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet<br />
Autor: 	<a href="http://booksland.com.pl/index.php/category/szukaj-autorow/stieg-larsson/">Larsson Stieg</a><br />
Wydawca: 	Czarna Owca dawniej Jacek Santorski &amp; Co.<br />
Numer wydania: 	I<br />
Data premiery: 	2008-10-30<br />
Język wydania: 	polski<br />
Język oryginału: 	szwedzki<br />
Ilość stron: 	634<br />
Tłumaczenie: 	Walczak-Larsson Beata<br />
Rok wydania: 	2008<br />
Forma: 	książka<br />
Indeks: 	61503229</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/10/18/stieg-larsson-mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stieg Larsson -Dziewczyna, która igrała z ogniem</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/10/18/stieg-larsson-dziewczyna-ktora-igrala-z-ogniem/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/10/18/stieg-larsson-dziewczyna-ktora-igrala-z-ogniem/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Oct 2011 13:03:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura współczesna]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Przegląd wg. autorów]]></category>
		<category><![CDATA[Stieg Larsson]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Larsson]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=496</guid>
		<description><![CDATA[Fragment książki &#8222;Zirytowany Christer Malm zaczął wiercić się na krześle. Byl jedyną osobą w sali, która nie za bardzo wiedziała, na czym owa specyficzna sytuacja polegała. Zdawał sobie sprawę, że Mikael i Erika zataili przed nim jakieś fakty, lecz Erika wytłumaczyła, iż chodzi o rzecz w najwyższym stopniu poufną, o której Mikael w żadnym wypadku [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" src="http://ecsmedia.pl/c/dziewczyna-ktora-igrala-z-ogniem-b-iext2220835.jpg" alt="" width="217" height="325" /></p>
<p>Fragment książki</p>
<p>&#8222;Zirytowany Christer Malm zaczął wiercić się na krześle. Byl jedyną osobą w sali,<br />
która nie za bardzo wiedziała, na czym owa specyficzna sytuacja polegała. Zdawał<br />
sobie sprawę, że Mikael i Erika zataili przed nim jakieś fakty, lecz Erika<br />
wytłumaczyła, iż chodzi o rzecz w najwyższym stopniu poufną, o której Mikael w<br />
żadnym wypadku nie chce rozmawiać. Christer nie był aż tak tępy, by się nie<br />
domyślać, że milczenie Mikaela miało coś wspólnego z Hedestad i Harriet Vanger.<br />
Rozumiał też, iż nie musi nic wiedzieć, podejmując decyzję w zasadniczej kwestii, a<br />
miał dla Mikaela dość szacunku, by nie robić z tego wielkiej sprawy.<span id="more-496"></span><br />
- Przedyskutowaliśmy to we trójkę i doszliśmy do pewnego wniosku &#8211; odezwała<br />
się Erika. Zrobiła pauzę i spojrzała Harriet w oczy. &#8211; Zanim przedstawimy nasz punkt<br />
widzenia, chcielibyśmy wiedzieć, co ty o tym sądzisz.<br />
Harriet Vanger popatrzyła kolejno na Erikę, Mikaela, na którym zatrzymała na<br />
moment wzrok, i Christera. Nie mogła jednak nic wyczytać z ich twarzy.<br />
- Jeśli chcecie mnie wykupić, będzie to kosztować dobre trzy miliony plus<br />
odsetki, bo tyle Vangerowie zainwestowali w „Millennium&#8221;. Stać was na to? &#8211; zapytała<br />
Harriet łagodnie.<br />
- Owszem &#8211; powiedział Mikael z uśmiechem. Dostał od starego przemysłowca,<br />
Henrika Vangera, pięć<br />
milionów koron za robotę, jaką dla niego wykonał. Jak na ironię, w jej zakres<br />
wchodziło między innymi odnalezienie Harriet Vanger.<br />
- W takim razie decyzja jest w waszych rękach. Kontrakt stanowi, że możecie się<br />
pozbyć wspólnika z rodziny Vangerów dokładnie od dzisiaj. Sama nigdy nie<br />
spisałabym kontraktu tak niedbale, jak to zrobił Henrik.<br />
- Możemy cię wykupić, jeśli będziemy chcieli &#8211; powiedziała Erika. &#8211; Pytanie brzmi,<br />
co ty chcesz zrobić. Kierujesz koncernem przemysłowym, a właściwie dwoma. Cały<br />
nasz roczny budżet to tyle, ile wy macie obrotu podczas jednej przerwy na kawę. Jaki<br />
masz interes w tym, by tracić czas na coś tak  nieistotnego jak „Millennium&#8221;? Zwołujemy zebranie co kwartał a ty odkąd<br />
zastępujesz Henrika w zarządzie, za każdym razem rezerwujesz sobie ten czas i<br />
przychodzisz punktualnie. Harriet Vanger spojrzała na prezesa zarządu łagodnym wzrokiem. Przez długą<br />
chwilę nic nie mówiła. Potem popatrzyła na Mikaela i odpowiedziała.<br />
- Od dnia, kiedy się urodziłam, zawsze byłam właścicielką czegoś. Dni upływają<br />
mi na kierowaniu koncernem, w którym jest więcej intryg niż na czterystu stronach<br />
harlequina. Weszłam do zarządu, żeby wypełnić zobowiązania, których nie mogłam<br />
się zrzec. Ale wiecie co? W trakcie minionych osiemnastu miesięcy odkryłam, że<br />
lepiej się czuję w tym zarządzie niż we wszystkich innych razem wziętych.<br />
Mikael z zadumą pokiwał głową. Harriet przeniosła wzrok na Christera.<br />
- „Millennium&#8221; to jakby zabawa w zarządzanie. Problemy są tu drobne,<br />
zrozumiałe i przejrzyste. Oczywiście, firma chce wypracować zysk i zarabiać<br />
pieniądze &#8211; to podstawowy warunek. Ale cel waszej działalności jest zupełnie inny -<br />
naprawdę chcecie coś osiągnąć.<br />
Wypiła lyk wody mineralnej Ramlósa i utkwiła wzrok w Erice.<br />
- Czym owo coś miałoby być, nie wiadomo dokładnie. Cel jest po prostu<br />
nieokreślony. Nie jesteście partią polityczną ani żadnym lobby. Nie musicie<br />
postępować lojalnie wobec nikogo innego oprócz siebie samych. Wytykacie społeczeństwu błędy i wkurzacie osoby publiczne, których nie lubicie. Często chcecie dokonywać zmian i wywierać wpływ. Nawet jeśli udajecie, że jesteście cynikami i<br />
nihilistami, to jedynie wasza własna moralność nadaje kierunek tej gazecie, a wiele<br />
fazy widziałam, że to moralność dość szczególna. Nie wiem, jak to nazwać, ale<br />
„Millennium&#8221; ma duszę. To jedyny zarząd, 2 zasiadania w którym naprawdę jestem<br />
dumna.<br />
Harriet zamilkła, cisza trwała dość długo, wreszcie Erika sie zaśmiała.</p>
<p>- Pięknie to brzmi. Ale wciąż nie odpowiedziałaś na pyta. nie.<br />
- Świetnie się czuję w waszym gronie, a członkostwo w tym zarządzie naprawdę<br />
dobrze mi zrobiło. To jedna z najbardziej szalonych i absurdalnych rzeczy, jakich<br />
doświadczyłam. Jeśli chcecie, żebym została, to chętnie zostanę.<br />
- No dobra &#8211; powiedział Christer. &#8211; Gadaliśmy i gadaliśmy, i jesteśmy całkowicie<br />
zgodni. Zrywamy dzisiaj kontrakt i wykupujemy cię.<br />
Oczy Harriet rozszerzyły się odrobinę.<br />
- Chcecie się mnie pozbyć?<br />
- Gdy podpisywaliśmy ten kontrakt, mieliśmy nóż na gardle. Żadnego wyboru.<br />
Już wtedy zaczęliśmy odliczać d i do momentu, kiedy będziemy mogli wykupić<br />
udziały Henrika Vangera.<br />
Erika otworzyła teczkę, wyjęła papiery na stół i podsunęła je Harriet razem z<br />
czekiem wystawionym z dokładnością do korony na sumę, jaką Harriet wcześniej<br />
podała. Harriet Vanger przejrzała kontrakt. Bez słowa wzięła ze stołu długopis i<br />
podpisała.<br />
- Otóż to &#8211; powiedziała Erika. &#8211; Załatwiliśmy sprawę bezboleśnie. Chciałabym<br />
podziękować Henrikowi Vangerowi za miniony czas i za wkład, jaki wniósł w rozwój<br />
„Millennium&#8221;. Mam nadzieję, że mu to przekażesz&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W kolejnej, po &#8222;Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet&#8221;, części trylogii  Millennium główną bohaterką jest Lisbeth Salander. Seria dramatycznych  wypadków wywołuje u Lisbeth wspomnienia mrocznej przeszłości, z którą  raz na zawsze postanawia się rozprawić. Dwoje dziennikarzy, Dag i Mia,  docierają do niezwykłych informacji na temat rozległej siatki  przemycającej z Europy Wschodniej do Szwecji ludzi wykorzystywanych w  branży seksualnej. Wiele zamieszanych w to osób piastuje odpowiedzialne  funkcje w społeczeństwie. Kiedy Dag i Mia zostają brutalnie zamordowani,  a podejrzenia zostają skierowane na Lisbeth Salander, Blomkvist  postanawia przeprowadzić własne śledztwo. Wkrótce odkrywa związek między  morderstwami i sprawą przemytu. Straszliwego Zalę, którego nazwisko  wciąż pojawia się w trakcie śledztwa, łączy też coś z niejaką Lisbeth  Salander&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tytuł oryginału FLICKAN SOM LEKTE MED ELDEN<br />
Redakcja Elwira Wyszyńska<br />
Skład i łamanie Marcin Labus<br />
Korekta Paulina Martela Ewa Jastrun<br />
Copyright © Stieg Larsson 2006 First published by Norstedts, Sweden, in 2006. The<br />
text published by agreement with Norstedts Agency.<br />
Copyright © for the cover illustration by Norma Communication<br />
Copyright © for the Polish edition by Jacek Santorski &amp; Co Agencja Wydawnicza,<br />
2009<br />
Wydanie I<br />
Jacek Santorski &amp; Co Agencja Wydawnicza Sp. z o.o. ul. Alzacka 15a, 03-972<br />
Warszawa e-mail: wydawnictwo@jsantorski.pl Dział handlowy: tel. (022) 616 29 36,<br />
616 29 28 faks (022) 433 51 51 Zapraszamy do naszego sklepu internetowego:<br />
www.jsantorski.pl<br />
Druk i oprawa Opolgraf S.A.<br />
ISBN 978-83-7554-090-1</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/10/18/stieg-larsson-dziewczyna-ktora-igrala-z-ogniem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Corinne Hofmann &#8211; Biała Masajka</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/09/15/corinne-hofmann-biala-masajka/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/09/15/corinne-hofmann-biala-masajka/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 12:11:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Corinne Hofmann]]></category>
		<category><![CDATA[pamiętnik]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Przegląd wg. autorów]]></category>
		<category><![CDATA[Ekranizacja]]></category>
		<category><![CDATA[literatura faktu]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>
		<category><![CDATA[proza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=459</guid>
		<description><![CDATA[Książka do nabycia w księgarni internetowej Albertus.pl w cenie 25.60 Kup&#8230; POSZUKIWANIA &#8222;Marco zmienił decyzję i zostaje w hotelu. Próbuje jeszcze odwieść mnie od moich zamiarów, lecz coś silnie nakazuje mi iść i wszelkie dobre rady do mnie nie przemawiają. Zostawiam go samego i przyrzekam być z powrotem koło drugiej. Jedziemy z Edym matatu w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" src="http://merlin.pl/Biala-Masajka_Corinne-Hofmann,images_product,28,83-247-0444-2.jpg" alt="" width="193" height="280" /></p>
<h2>Książka do nabycia w księgarni internetowej<a href="https://ssl.afiliant.com/server/affskrypt.php?b=832&amp;d=2&amp;f=44&amp;u=(http%3A%2F%2Fwww.albertus.pl%2Fksiazka-biala-masajka-hofmann-corinne-1950972%2F)" target="_blank"> Albertus.pl w cenie 25.60 Kup&#8230;</a></h2>
<p><strong>POSZUKIWANIA</strong></p>
<p>&#8222;Marco zmienił decyzję i zostaje w hotelu. Próbuje jeszcze odwieść<br />
mnie od moich zamiarów, lecz coś silnie nakazuje mi iść i wszelkie<br />
dobre rady do mnie nie przemawiają. Zostawiam go samego i przyrzekam<br />
być z powrotem koło drugiej. Jedziemy z Edym matatu w kierunku<br />
Mombasy. Z tego rodzaju taksówki korzystam po raz pierwszy.<br />
Jest to mikrobus, który ma jakieś osiem miejsc siedzących. Gdy zatrzymuje<br />
się przed nami, siedzi w nim już trzynastu ludzi z bagażami.<br />
Konduktor wisi na zewnątrz pojazdu. Bezradnie spoglądam<br />
w kłębowisko. Go, go in! &#8211; mówi Edy, a ja przedzieram się przez torby<br />
i nogi i cała zgięta trzymam się mocno, aby na zakrętach nie upaść<br />
na innych. Dzięki Bogu, wysiadamy już po jakichś piętnastu kilometrach. Jesteśmy<br />
w Ukundzie, pierwszej większej wiosce, gdzie znajduje się<br />
więzienie. Wspólnie zmierzamy do środka. <span id="more-459"></span>Jeszcze zanim przekraczam<br />
próg, zatrzymuje nas masywny typ o wyglądzie byka. Pytająco<br />
spoglądam na Edy&#8217;ego. Edy prowadzi rokowania i po kilku minutach,<br />
gdy nakazano mi nie ruszać się z miejsca, ten typ otwiera w końcu<br />
drzwi za sobą. Jako że w środku jest ciemno, a ja stoję na zewnątrz<br />
w słońcu, niewiele mogę zobaczyć. W dodatku uderza mnie w nos tak<br />
przeraźliwy smród, że zbiera mi się na wymioty. Grubas krzyczy coś<br />
w ciemną dziurę i po kilku sekundach pojawia się jakiś nędznie wyglądający<br />
człowiek. Wygląda na Masaja, ale nie ma na sobie ozdób.<br />
Przerażona kręcę głową i pytam Edy&#8217;ego: „Tylko ten jeden Masaj jest<br />
tutaj?&#8221;. Wygląda na to, że tak, i więzień zostaje wepchnięty z powrotem<br />
do pozostałych, którzy przykucnęli na podłodze. Odchodzimy.<br />
„Chodź, znowu weźmiemy matatu, jest szybsza od dużych autobusów,<br />
i będziemy dalej szukać w Mombasie&#8221; &#8211; mówi Edy.</p>
<p>Ponownie przeprawiamy się na drugi brzeg promem Likoni, a następnie<br />
jedziemy autobusem na koniec plaży do tamtejszego więzienia.<br />
Jest znacznie większe od poprzedniego. Także tutaj patrzą na<br />
mnie z niechęcią, gdyż jestem biała. Mężczyzna za barierką udaje, że<br />
nas w ogóle nie zauważa. Znudzony czyta gazetę, a my stoimy bezradnie.<br />
Szturcham Edy&#8217;ego. „No, zapytaj!&#8221;. Nic się nie wydarza, aż<br />
w końcu Edy wyjaśnia mi, że powinnam niepostrzeżenie położyć temu<br />
facetowi nieco kenijskich szylingów. Ale ile? Jeszcze nigdy w życiu<br />
nie musiałam nikogo przekupywać. Tak więc kładę sto szylingów,<br />
co mniej więcej odpowiada dziesięciu frankom szwajcarskim.<br />
Niedbałym ruchem zgarnia pieniądze i wreszcie spogląda na nas.<br />
Nie, w ostatnim czasie nie dostarczono tu żadnego Masaja o imieniu<br />
Lketinga. Siedzi tutaj dwóch Masajów, ale są o wiele, wiele niżsi od<br />
opisanego. Mimo to chcę ich zobaczyć, gdyż strażnik może się przecież<br />
mylić, a pieniądze i tak już wziął. Rzucając mi groźne spojrzenie,<br />
podnosi się i otwiera drzwi.<br />
To, co widzę, szokuje mnie. W pomieszczeniu bez okien siedzą<br />
stłoczeni ludzie, jedni na kartonach, inni na gazetach, jeszcze inni<br />
wprost na betonie. Oślepieni promieniami słońca, zasłaniają oczy rękami.<br />
Tylko niewielkie przejście między siedzącymi jest wolne.<br />
W chwilę potem przekonuję się dlaczego, gdyż nadchodzi jakiś człowiek<br />
z kubłem „jedzenia&#8221; i wyrzuca je prosto na betonowy korytarz.<br />
To niepojęte, tak nawet nie karmi się świń! Gdy wypowiadam słowo<br />
„Masajowie&#8221;, na zewnątrz wychodzą dwaj mężczyźni, lecz żaden<br />
z nich nie jest Lketinga. Czuję się zniechęcona. Czego właściwie mogę<br />
się spodziewać, gdy go odnajdę?<br />
Jedziemy do centrum, bierzemy inną matatu i jakąś godzinę telepiemy<br />
się w kierunku wybrzeża północnego. Edy uspokaja mnie<br />
i uważa, że tam na pewno znajdziemy Lketingę. Ale nie udaje nam się<br />
nawet wejść do środka. Uzbrojony policjant pyta nas, czego chcemy.<br />
Edy tłumaczy, o co nam chodzi, policjant kręci gjjewą i twierdzi, że<br />
od dwóch dni nie dostali nikogo nowego. Opuszczamy to miejsce<br />
i ogarnia mnie całkowita bezradność.&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Planowała wprawdzie tylko dwutygodniowy urlop, ale po przybyciu do  Mombasy, Szwajcarka, Corinne Hofmann, poznała mężczyznę swojego życia &#8211;  wojownika masajskiego. Została na Czarnym Lądzie ponad cztery lata,  decydując się zamieszkać wraz z jego szczepem w kenijskim buszu. Musiała  pokonać wiele biurokratycznych barier, zanim zdecydowała się go  poślubić.&#8221;Jest to relacja z czterech lat, które spędziłam w buszu.  Kierowana wielką miłością, wyszłam za mąż za Lketingę, Masaja z Kenii.  Tam doświadczyłam nieba i piekła&#8230;&#8221; &#8211; pisze autorka.</p>
<h2>Książka do nabycia w księgarni internetowej<a href="https://ssl.afiliant.com/server/affskrypt.php?b=832&amp;d=2&amp;f=44&amp;u=(http%3A%2F%2Fwww.albertus.pl%2Fksiazka-biala-masajka-hofmann-corinne-1950972%2F)" target="_blank"><span style="color: #ff0000;"> Albertus.pl w cenie 25.60 Kup&#8230;</span></a></h2>
<p>&nbsp;</p>
<p>Autor: Corinne Hofmann<br />
Tytuł oryginału:Die weisse massai<br />
Wydawnictwo: Świat Książki , Czerwiec 2006<br />
ISBN: 83-247-0444-2<br />
Liczba stron: 304<br />
Wymiary: 145 x 205 mm</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/09/15/corinne-hofmann-biala-masajka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Corinne Hofmann &#8211; Żegnaj Afryko</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/09/15/corinne-hofmann-zegnaj-afryko/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/09/15/corinne-hofmann-zegnaj-afryko/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 11:37:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[biografia]]></category>
		<category><![CDATA[Corinne Hofmann]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[literatura faktu]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=457</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy w sierpniu 1998 roku ukazała się „Biała Masajka&#8221;, miałam nadzieję, że historia mojej afrykańskiej miłości spotka się z szerokim zainteresowaniem, ale nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, iż książka ta w krótkim czasie znajdzie się na listach bestsellerów, zostanie przetłumaczona na 15 języków świata, a także sfilmowana. Sukces wydawniczy i wszystkie przeżycia z nim [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em> <img class="alignleft" src="http://merlin.pl/Zegnaj-Afryko_Corinne-Hofmann,images_product,8,83-7391-703-9.jpg" alt="" width="195" height="280" />Kiedy w sierpniu 1998 roku ukazała się „Biała Masajka&#8221;, miałam</em><br />
<em>nadzieję, że historia mojej afrykańskiej miłości spotka się z szerokim zainteresowaniem,</em><br />
<em>ale nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam,</em><br />
<em>iż książka ta w krótkim czasie znajdzie się na listach bestsellerów,</em><br />
<em>zostanie przetłumaczona na 15 języków świata, a także sfilmowana.</em><br />
<em>Sukces wydawniczy i wszystkie przeżycia z nim związane stały się kolejną</em><br />
<em>wielką przygodą w moim życiu. Wtedy nie miałam wcale zamiaru opisać dalszej części moich przygód.</em><br />
<em>Ale w ciągu kilku lat otrzymałam tysiące listów, faksów i e-maili, w których czytelnicy w najróżniejszy sposób opowiadali mi, jak silne wrażenie wywarła na nich ta moja historia. Niemalże zawsze listy te kończyły się</em><br />
<em>pytaniem, co teraz słychać u mojej kenijskiej rodziny, córki i mnie samej. Początkowo starałam się każdemu odpisywać osobiście. Nadszedł jednak dzień, kiedy w obliczu lawiny pytań musiałam skapitulować. Z każdym</em><br />
<em>nowym dowodem zainteresowania naszymi dalszymi losami rosło we</em><br />
<em>mnie wewnętrzne przekonanie, że powinnam wywiązać się z pewnego rodzaju</em><br />
<em>zobowiązania. Pragnę zadedykować tę książkę wszystkim, którzy wzruszyli mnie swoim uznaniem, wsparciem i zainteresowaniem moją historią.</em></p>
<p><em>Lugano, w kwietniu 2003<span id="more-457"></span></em></p>
<p><em>Fragment:</em></p>
<p>Drogi Lketingo,<br />
Ufam, że wybaczysz mi to, o czym muszę Cię powiadomić. Nie wrócę do Kenii.<br />
Wiele o nas myślałam. Ponad trzy i pół roku temu tak bardzo Cię kochałam,<br />
że byłam gotowa zamieszkać z Tobą w Barsaloi. Urodziłam Ci<br />
także córkę. Ale od tego dnia, kiedy mi zarzuciłeś&#8217;, że dziecko nie jest Twoje,<br />
zmieniły się moje uczucia do Ciebie. Też to zauważyłeś.<br />
Nigdy nie chciałam nikogo innego oprócz Ciebie i nigdy Cię nie okłamałam.<br />
Lecz przez wszystkie te łata nigdy mnie nie rozumiałeś, może<br />
dlatego, że jestem jedną z mzungu. Nasze światy bardzo się różnią, choć<br />
myślałam, że pewnego dnia znajdziemy się razem we wspólnym świecie.<br />
Teraz, po tej ostatniej szansie, jaką mieliśmy w Mombasie, pojęłam, że<br />
nie jesteś szczęśliwy i ja również nie jestem. Nadal jesteśmy młodzi i nie<br />
możemy tak dalej żyć. Wiem, że teraz mnie nie zrozumiesz, jednak po jakimś<br />
czasie także i Ty zobaczysz, że z kimś innym możesz być na powrót<br />
szczęśliwy. Nie będzie Ci trudno znaleźć nową żonę ze swojego świata.</p>
<p>Szukaj jednak kobiety Samburu, a nie znowu białej, zbyt się różnimy.<br />
Pewnego dnia będziesz miał wiele dzieci.<br />
Zabrałam Napirai ze sobą, gdyż tylko ona mi pozostała. Wiem, że nie<br />
mogę mieć więcej dzieci. Bez Napirai nie mogłabym dalej żyć. Ona jest<br />
moim życiem! Proszę Cię, proszę, Lketingo, wybacz mi! Nie jestem już<br />
taka silna, aby żyć w Kenii. Byłam tam zawsze bardzo samotna, nie miałam<br />
nikogo, a Ty traktowałeś mnie jak przestępcę. Sam tego nie dostrzegałeś,<br />
gdyż to jest Afryka! Powtarzam raz jeszcze: nigdy nie zrobiłam nic<br />
niewłaściwego.<br />
Musisz się zastanowić, co zrobić ze sklepem. Piszę również do Sophii,<br />
może Ci pomóc. Cały sklep daję Ci w prezencie. Ale jeśli będziesz chciał<br />
go sprzedać, musisz pertraktować z Anilem, Hindusem.<br />
Jak tylko będę mogła, będę Cię stąd wspomagała. Nie opuszczę Cię<br />
w biedzie. Gdybyś miał problemy, powiedz o tym Sophii. Czynsz za sklep<br />
jest zapłacony do połowy grudnia; jeśli jednak nie masz zamiaru prowadzić<br />
go dalej, musisz koniecznie porozmawiać z Anilem. Podarowuję Ci<br />
również samochód. Dołączam do tego łistu podpisane odpowiednie<br />
oświadczenie. Jeśli zechcesz sprzedać samochód, dostaniesz za niego przynajmniej<br />
osiemdziesiąt tysięcy szylingów, ale musisz znaleźć kogoś odpowiedniego,<br />
kto Ci pomoże. Potem będziesz bogatym człowiekiem.<br />
Lketingo, proszę Cię, nie smuć się. Znajdziesz sobie lepszą żonę, bo jesteś<br />
młody i piękny. Postaram się, aby Napirai zachowała Cię w jak najlepszej<br />
pamięci. Proszę, zrozum mnie! Umarłabym w Kenii, a nie sądzę,<br />
żebyś tego chciał. Moja rodzina nie myśli o Tobie źle, nadal Cię lubi,<br />
jednakże zbyt się różnimy.<br />
Moc pozdrowień od Corinne z rodziną</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Witaj, Sophio!<br />
Przed chwilą rozmawiałam z Tobą i Lketingą przez telefon. Jestem bardzo<br />
smutna i bez przerwy płaczę. Powiedziałam Ci, że nie wrócę. I to jest<br />
prawda. Było to dla mnie jasne, zanim jeszcze dotarłam do Szwajcarii.<br />
Ty również trochę&#8217; znasz mego męża. Kochałam go tak, jak nikogo przedtem<br />
w życiu! Dla niego byłam gotowa prowadzić życie, jakie wiodą Samburu.<br />
Bardzo często byłam chora w Barsaloi, ale nie wyjeżdżałam stamtąd,<br />
gdy go kochałam. Wiele się zmieniło po tym, jak wydałam na świat</p>
<p>Napirai. Pewnego dnia powiedział, że to dziecko nie jest jego. Od tamtej<br />
chwili cos we mnie pękło. Dni mijały. Raz było gorzej, raz znów lepiej,<br />
ale zbyt często źle mnie traktował.<br />
Sophio, przysięgam Ci przed Bogiem, nigdy nie miałam żadnego innego<br />
mężczyzny, nigdy! A mimo to musiałam wysłuchiwać tego wszystkiego<br />
od rana do wieczora. W Mombasie dałam mojemu mężowi i sobie jeszcze<br />
jedną szansę. Ałe nie mogę tak dłużej żyć. On sam tego nawet nie zauważa!<br />
Zrezygnowałam ze wszystkiego, nawet z własnej ojczyzny. Pewnie, ja<br />
również się zmieniłam, myślę jednak, że, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności,<br />
jest to normalne. Jest mi przykro, że tak się to wszystko potoczyło.<br />
Gdzie będę żyła w przyszłości, tego jeszcze nie wiem.<br />
Moim największym problemem jest Lketinga. Teraz nie ma już nikogo<br />
do sklepu, a sam nie poprowadzi interesu. Daj mi, proszę, znać, czy chce<br />
sklep zatrzymać. Byłabym szczęśliwa, gdyby dał sobie z nim radę. Jeśli<br />
jednak nie, niech wszystko sprzeda. To samo dotyczy samochodu. Napirai<br />
pozostanie przy mnie. Wiem, że będzie w ten sposób szczęśliwsza. Sophio,<br />
proszę Cię, zatroszcz się trochę o Lketingę, czeka go teraz wiele problemów.<br />
Niestety, nie mogę mu zbyt wiele pomóc. Gdybym wróciła do Kenii,<br />
nigdy więcej nie pozwoliłby mi wyjechać do Szwajcarii.<br />
Liczę na to, że jego brat James przybędzie do Mombasy. Napisałam do<br />
niego. Porozmawiaj z nim, proszę, to mu pomoże. Jestem świadoma, że<br />
Ty również masz wiele swoich problemów, i mam nadzieję, że wkrótce się<br />
ich pozbędziesz. Życzę Ci pomyślności i żebyś znalazła jakąś nową białą<br />
przyjaciółkę. Napirai i ja nigdy Was nie zapomnimy.<br />
Życzę Ci wszystkiego dobrego i pozdrawiam Cię<br />
Corinne</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dalszy ciąg bestsellerowej Białej Masajki<br />
Po archaicznym życiu wśród  Masajów, Corinne z córką ucieka od zazdrosnego męża i osiada w  Szwajcarii, ale i tu spotykają ją nieoczekiwane trudności. Mimo to z  takim samym optymizmem i energią jak w Kenii przystępuje do budowania  nowego życia. Ze swoją &#8222;afrykańską rodziną&#8221; nie traci jednak kontaktu.  &#8222;W marcu 2003 roku dotykam stopami ponownie afrykańskiej ziemi.&#8221;</p>
<p>Autor:<br />
Corinne Hofmann<br />
Wydawnictwo:<br />
Świat Książki , Czerwiec 2005<br />
ISBN:<br />
83-7391-703-9<br />
Liczba stron:<br />
176<br />
Wymiary:<br />
145 x 205 mm</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/09/15/corinne-hofmann-zegnaj-afryko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bianka Minte-Konig &#8211; Podwójne Zauroczenie</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/13/bianka-minte-konig-podwojne-zauroczenie/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/13/bianka-minte-konig-podwojne-zauroczenie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 13 Jul 2011 18:01:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bianka Minte-Konig]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura młodzieżowa]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Młodzieżowe]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=413</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Nasz dom był małym budynkiem na osiedlu z lat trzydziestych. Prosty i bez żadnych zbędnych zdobień, ale położony na końcu ślepej uliczki na przepięknie zarośniętej działce. Mama kupiła go, kiedy miałam pięć lat, i z biegiem czasu poprzez liczne przebudowy dostosowałyśmy go do naszego gustu i potrzeb. Zainstalowałyśmy nawet małą saunę. To był prawdziwy dom [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><img class="alignright" src="http://cache.wysylkowa.pl/cache.php?f=http://wysylkowa.pl/o/d2/4/304644.JPG" alt="" width="206" height="263" />&#8222;Nasz dom był małym budynkiem na osiedlu z lat trzydziestych. Prosty i bez żadnych zbędnych zdobień, ale położony na końcu ślepej uliczki na przepięknie zarośniętej działce. Mama kupiła go, kiedy miałam pięć lat, i z biegiem czasu poprzez liczne przebudowy dostosowałyśmy go do naszego gustu i potrzeb. Zainstalowałyśmy nawet małą saunę. To był prawdziwy dom kobiet, który rzadko i najczęściej krótko dzieliłyśmy z jakąś męską istotą.<span id="more-413"></span> Dziło się to wtedy, gdy mama się znowu zakochiwała i uważała, że znalazła ostatecznego partnera. Ale, jak już zostało powiedziane, najczęściej nie na długo. Przynajmniej ja nie smuciłam się jednak z tego powodu. Szczerze mówiąc, uważałam, że to całkiem w porządku, że mama nie wyszła za mojego ojca. Zrobił się z niego nudziarz siedzący w swojej agencji ubezpieczeniowej, z babą i dwojgiem dzieciątek. Poza Bożym Narodzeniem i urodzinami nie miałam z nim praktycznie kontaktu. Jak już powiedziałam, nie brakowało mi go. Kiedy wróciłam do domu, mama leżała w salonie na sofie przed włączonym<br />
telewizorem i spała. Chyba była bardzo zmęczona,biedaczka. Tak, prowadzenie takiego salonu fryzjerskiego to był niezły stres, nawet jeśli ktoś lubił to robić, tak jak ona. To nie był jej zawód tylko powołanie! Jakieś czasopismo leżało otwarte na podłodze. Widocznie wypadło jej z rąk. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie dwie kanapki, umyłam jabłko i nalałam sobie oranżady. Potem wróciłam do salonu i rozłożyłam się w fotelu. Leciał mój ulubiony<br />
teleturniej, zostawiłam sięc włączony telewizor. Prowadzący wuiz uśmiechał się, pokazując do kamery swoją młodzieńczą twarz, co znowu przypomniało mi naszego nowego stażystę. Do tego było pytanie z biologii:<br />
jaki ptak nie znosi jajek? Sowa śnieżna, sowa błotna, kura domowa czy kogut? To było pytanie za najwyżej stówkę! Kogut znowu przypomniał mi Markusa. Impreza &#8211; to brzmiało ciekawie, ale Markusem?! Milu, pozostań niezłomna, mówił do mnie głos wewnętrzny. Pozostanę, odpowiedziałam, żeby go uspokoić. Z drugiej strony, na takiej imprezie nie musiałabym się owijać dookoła niego jak bluszcz, mogłabym w spokoju rozejrzeć się za innymi chłopakami. Impreza stanowiła właściwie dobrą okazję, żeby zasięgnąć informacji o aktualnej ofercie na rynku odpowiednicha facetów i zrobić to bezpłatnie i niezobowiująco. Dokładnie tak, z Markusem nie miałoby to w gruncie rzeczy nic wspólnego. On był tylko blietem wstępu na to&#8230; to&#8230; powiedzmy, spotkanie informacyjne. W jakim filmie muzycznym występowała Madonna? West Side Story, Porgy and Bess, My Fair Lady czy Evita? Jak na pytanie za szesnaście tysięcy to banał. To mogło być tylko Evita. Wszystkie inne musicale to stare kawałki. Założę się, że kiedy były<br />
kręcone, Madonna jeszcze robiła w pieluchy. Co powie gracz? Nie zna Madonny? Ten facet to kompletny ignorant! Co, odpowiedź dopiero po przerwie na reklamę?<br />
Rozdrażniona wbiłam zęby w jabłko. Czy oni muszą wystawiać człowieka na takie tortury? Mimo wszystko uważałam, że teleturniej jest super. Dość często znałyśmy z mamą prawidłową odpowiedź. Na ekranie pojawił się znowu prowadzący. Oczywiście odpowiedź brzmiała Evita. Super! Bezbłędne trafienie. Szesnaście tysięcy w kieszeni. Strasznie się ucieszyłam. Mama chrząknęła, przewróciła się i spojrzała na mnie zaspana&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Kto będzie pierwszym chłopakiem, w którym zakocha się Mila? Jest to dla  jej przyjaciółek Kati i Hanny ciekawsze niż jakikolwiek teleturniej.  Kiedy jednak Mila zaczyna się fascynować nowym stażystą, sytuacja staje  się alarmująca!</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Wydawnictwo:</strong> ADAMUS<br />
<strong>Rok wydania:</strong> 2005<br />
<strong>Oprawa:</strong> Miękka<br />
<strong>Format:</strong> 12.0&#215;20.0cm<br />
<strong>Język:</strong> polski<br />
<strong>Ilość stron:</strong> 194<br />
<strong>ISBN:</strong> 8360333106<br />
<strong>Tłumacz:</strong> Adamczyk Anna Maria</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/13/bianka-minte-konig-podwojne-zauroczenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jojo Moyes &#8211; Zakazany owoc</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/12/jojo-moyes-zakazany-owoc/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/12/jojo-moyes-zakazany-owoc/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Jul 2011 20:42:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obyczajowe]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Romans]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura kobieca]]></category>
		<category><![CDATA[romans]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=391</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Był to dzień wielkiej zamiany. Pociągami z dworca przy Liverpool Street w Londynie przybywali nowi goście, a inni, odrobinę mniej bladzi, z niechęcią wracali do miasta. W takie dni na chodnikach roiło się od chłopców ciągnących pospiesznie zbite z desek wózki, które uginały się od wypakowanych walizek. Za nimi szli zmęczeni mężczyźni w swoich najlepszych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-393" href="http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/12/jojo-moyes-zakazany-owoc/zakazany-owoc-moyes1/"><img class="alignright" title="zakazany owoc Moyes1" src="http://lc-upload-new.s3-external-3.amazonaws.com/books/59000/59418/352x500.jpg" alt="" width="247" height="314" /></a>&#8222;Był to dzień wielkiej zamiany. Pociągami z dworca przy<br />
Liverpool Street w Londynie przybywali nowi goście, a inni,<br />
odrobinę mniej bladzi, z niechęcią wracali do miasta. W takie<br />
dni na chodnikach roiło się od chłopców ciągnących pospiesznie<br />
zbite z desek wózki, które uginały się od wypakowanych<br />
walizek. Za nimi szli zmęczeni mężczyźni w swoich<br />
najlepszych garniturach, trzymając pod ramię żony. Byli zadowoleni,<br />
że za kilka pensów mogą rozpocząć wakacje jak<br />
prawdziwi królowie. No, przynajmniej nie muszą się męczyć<br />
i sami taszczyć bagaży do wynajętych kwater.<br />
Mieszkańcy miasteczka przestali już zwracać uwagę na<br />
ten wielki ruch i ożywienie. Oczywiście z wyjątkiem Celii<br />
Holden i Lottie Swift, które siedziały na ławce w parku miejskim.<br />
Stamtąd widać było dokładnie parokilometrowe przylegające<br />
do Merham wybrzeże, a przyjaciółki ze szczególną<br />
uwagą wpatrywały się w ciężarówkę firmy przewozowej,<span id="more-391"></span><br />
której ciemnozielona maska lśniła w popołudniowym słońcu<br />
pod linią sosen.<br />
Na lewo pod nimi rozciągało się morze. Fale przypływu<br />
zalewały wilgotny piasek, po którym poruszały się niewielkie<br />
figurki walczące z silnym wiatrem. Dziewczęta doszły<br />
później do wniosku, że przybycie Adeline Armand do<br />
miasteczka można porównać tylko z przyjazdem królowej<br />
Saby. To znaczy można byłoby porównać, gdyby królowa<br />
Saba zdecydowała się przybyć w sobotę, w najbardziej<br />
ruchliwym tygodniu sezonu letniego w Merham. W ten<br />
dzień bowiem pani Coląuhoun, państwo Aldermanowie<br />
Elliottowie, właścicielki Paradę i im podobni, którzy z pewnością<br />
wygłosiliby swoją opinię na temat nowo przybyłych,<br />
nie stali w milczeniu przy swoich ogrodzeniach i nie obserwowali,<br />
jak cała procesja ludzi znika powoli w do niedawna<br />
opustoszałym domu w stylu art deco, wznoszącym się tuż przy plaży,lecz tłoczyli się w kolejkach u rzeźnika przy<br />
Marchant Street albo spieszyli na zebranie Zrzeszenia<br />
Właścicielek Pensjonatów. A było co komentować: nowi goście<br />
zjechali z całą ciężarówką kufrów, wielkich malowideł,<br />
które nie były wcale portretami rodzinnymi ani scenami<br />
z polowań, lecz wielkimi, nieregularnymi plamami kolorów,<br />
ogromną liczbą książek i dzieł sztuki, które wyraźnie pochodziły<br />
z zagranicy&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Pół wieku temu w malowniczym nadmorskim  Merham wychowywały się dwie dziewczyny: Celia i Lottie. Razem dorastały i  razem przekradały się do willi &#8222;Arkadia&#8221;, zafascynowane jej  mieszkańcami &#8211; artystami, żyjącymi wbrew panującym w miasteczku surowym  zasadom. Pewnego dnia Celia przywozi przystojnego i bogatego  narzeczonego. Lottie zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia. Czy  zdecyduje się stanąć na drodze najlepszej przyjaciółce? Pięćdziesiąt lat  później do &#8222;Arkadii&#8221; wprowadza się młoda kobieta z małym dzieckiem,  opuszczona przez męża&#8230; Dwie niezwykłe historie miłosne, połączone  magicznym miejscem we wzruszającej powieści o przeznaczeniu, przypadku i  sile uczuć.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p id="article">Merham, lata 50. XX wieku. Lottie Swift, dziewczynka ewakuowana w czasie  II wojny światowej z Londynu, dorasta w szacownej rodzinie Holdenów. W  przeciwieństwie do Celii, córki nowych opiekunów, bardzo lubi swoje  miejsce na ziemi – malownicze, spokojne nadmorskie miasteczko. Obydwie  dziewczynki są jednak na równi zafascynowane Arcadią, domem nad brzegiem  morza, i jej mieszkańcami – cyganerią artystyczną. Pewnego dnia Lottie i  Celia biorą udział w nieprzyzwoitych jak na tamte czasy wybrykach na  plaży, co dla wszystkich ich uczestników ma długotrwałe i tragiczne  konsekwencje. Fatum wiszące nad Arcadią nie znika wraz z promieniami  letniego słońca. Prawie pół wieku później dom i jego dawni mieszkańcy  znów budzą emocje, a jego lokatorzy zmuszeni są do ponownego spojrzenia w  przeszłość&#8230;</p>
<p><em>Przeszłość każdego człowieka<br />
jest w nim zamknięta jak karty książki,<br />
którą on zna na pamięć,<br />
a przyjaciele mogą przeczytać tylko tytuł.</em><br />
<strong>Virginia Woolf</strong></p>
<p>Powieść Jojo Moyes to wbrew pozorom nie tyle romans, co znakomita  powieść obyczajowa. Pisarka z niezwykłym wyczuciem sportretowała  konflikt pomiędzy rodzimymi mieszkańcami Merham a napływową cyganerią,  która w sposób absolutny zawładnęła uwagą młodych. To, co fascynuje  Lottie i Celię, to oryginalność arkadyjskiej bohemy. Artyści nie tylko  zamieszkują w nowoczesnym, egzotycznym budynku, który znacząco wyróżnia  się na tle małomiasteczkowej, nadmorskiej zabudowy Merham, ale także  negują sztywne ramy obyczajowe, jakie krępują mieszkańców miasta, żyjąc  wbrew powszechnie obowiązującym zasadom. Arcadia staje w niedługim  czasie synonimem rozpusty i zła; angielską Sodomą i Gomorą rządzoną  przez spowitą w jaskrawozielone tiule Adeline; złą królową, przed którą  dziewczynki muszą się wystrzegać. Jednak wielobarwny, egzotyczny dom nie  jest jedynym zagrożeniem, jakie czyha na młode dziewczęta. Równie  niebezpieczne, jak utracenie dobrej reputacji, jest fatalne zauroczenie,  które dopada Lottie. Dziewczyna zakochuje się w narzeczonym swojej  przybranej siostry, Celii, a uczucie to doprowadza do zerwania ich  przyjaźni. Krucha więc okazuje się nie tylko nić wiążąca dziewczynki z  nadmorską społecznością, ale i więź pomiędzy dwiema, niegdyś tak  dobrymi, przyjaciółkami.</p>
<p><em>Zakazany owoc</em> to wzruszająca opowieść o sile przeznaczenia i  miłości, której dodatkowego kolorytu przydaje umiejscowienie akcji w  powojennej Anglii. To powieść o tym, jak smakuje zakazany owoc i jak  wielką cenę można zapłacić za jego zerwanie. Jojo Moyes sprawnie  prowadzi intrygę, zapętlając kolejne wątki i czekając na ich rozwiązanie  aż do samego końca powieści. Sprawne pióro zawdzięcza doświadczeniu  zawodowemu – to nie tylko pisarka, ale i dziennikarka; do 2001 roku  pracownica czasopisma „The Independent”.</p>
<p>Autorka zadebiutowała w 2002 roku powieścią <em>Sheltering Rain</em>. Rok później wydała <em>Zakazany owoc</em>, który został uhonorowany tytułem <em>Parker Romantic Novel of the Lear 2004</em>,  przyznawanym przez Stowarzyszenie Pisarzy Romansów (RNA, Romantic  Novelists&#8217; Association) dla najlepszej powieści w tej dziedzinie. I, jak  do tej pory, <em>Zakazany owoc</em> jest jedyną powieścią Jojo Moyes  przetłumaczoną na język polski. Sytuacja ta ma się zmienić 8 kwietnia  2009 roku, kiedy swoją premierę będzie miał polski przekład najnowszej  powieści pisarki z 2007 roku pt. <em>Srebrna zatoka</em>. I powiem krótko: już nie mogę się na nią doczekać!</p>
<p>&nbsp;</p>
<table border="0" cellspacing="0" cellpadding="0" width="16" height="111" align="right">
<tbody>
<tr>
<td height="50" align="right" valign="top"></td>
</tr>
<tr>
<td height="60" align="right"></td>
</tr>
<tr>
<td height="120" align="right" valign="bottom"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>&nbsp;</p>
<h2>JOJO MOYES</h2>
<p><span><big>ZAKAZANY OWOC</big></span></p>
<p><span>Wydawca: <strong>Świat Książki</strong><br />
Rok wydania: 2006<br />
Ilość stron: 464 s.<br />
Oprawa: twarda<br />
Wymiar: 120&#215;200 mm<br />
EAN: 9788373917750<br />
ISBN:  83-7391-775-6 </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/12/jojo-moyes-zakazany-owoc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Roald Dahl &#8211; Wuj Oswald</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/04/roald-dahl-wuj-oswald/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/04/roald-dahl-wuj-oswald/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Jul 2011 16:49:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Erotyka]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Obyczajowe]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Roald Dahl]]></category>
		<category><![CDATA[erotyka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura piękna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=385</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Pożegnałem się z rodzicami na peronie dworca Victoria i wsiadłem do pociągu jadącego, via prom, do Paryża. Przyjechałem tam po południu i stawiłem się w domu, w którym ojciec załatwił mi wikt i opierunek. Stał on przy Avenue Marceau, a mieszkająca w nim rodzina Boisvainow wynajmowała pokoje gościom. Pan Boisvain, ponoć urzędnik państwowy, był równie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-386" href="http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/04/roald-dahl-wuj-oswald/wuj-oswald/"><img class="alignleft size-medium wp-image-386" title="wuj oswald" src="http://booksland.com.pl/wp-content/uploads/2011/07/wuj-oswald-185x300.jpg" alt="" width="185" height="300" /></a>&#8222;Pożegnałem się z rodzicami na peronie dworca Victoria i wsiadłem do pociągu jadącego, via prom, do Paryża. Przyjechałem tam po południu i stawiłem się w domu, w którym ojciec załatwił mi wikt i opierunek. Stał on przy Avenue Marceau, a mieszkająca w nim rodzina Boisvainow wynajmowała pokoje gościom. Pan Boisvain, ponoć urzędnik państwowy, był równie nieciekawy jak reszta familii. Jego małżonka, blada kobieta z krótkimi palcami i obwisłym zadkiem, była ulepiona, nie przymierzając, z tej samej gliny co mąż, z czego wywnioskowałem, że żadne nie sprawi mi<br />
kłopotu. <span id="more-385"></span>Boisvainowie mieli dwie córki: piętnastoletnią Jeanette i dziewiętnastoletnią Nicole. Mademoiselle Nicole była do pewnego stopnia wybrykiem natury, bo gdy reszta rodziny była po francusku drobna i foremnie zbudowana, ta dziewczyna miała proporcje Amazonki. Przywodziła mi na myśl żeńskiego gladiatora. Na bosaka mierzyła chyba<br />
metr dziewięćdziesiąt, niemniej był z niej pięknie zbudowany młody gladiator, z drugimi kształtnymi nogami i parą ciemnych oczu, skrywających,’ zda się, liczne tajemnice. Po raz pierwszy od chwili rozpoczęcia pokwitania trafiłem na kobietę nie tylko strasznie wysoką, ale i powabną, a to, co w niej dostrzegłem, zrobiło na mnie wrażenie. Od tamtego czasu w ciągu minionych lat naturalnie wiele razy kosztowałem wysokich dziewoi i muszę przyznać, że w sumie cenię je sobie wyżej niż ich drobniejsze siostry. Przede wszystkim w ciałach wysokich kobiet jest więcej mocy i energii, a poza tym ma się znacznie więcej do obłapiania. Innymi słowy, naprawdę lubię wysokie kobiety. Bo czemu miałbym ich<br />
nie lubić? Nic w tym dziwnego. Natomiast za niezwykły i zadziwiający uważam fakt, że na ogół kobiety, a dotyczy to wszystkich kobiet świata,<br />
mają kompletnego fioła na punkcie niepozornych mężczyzn. Wyjaśnię od<br />
razu, że „niepozornymi mężczyznami” nie nazywam zwykłych niskich<br />
osobników, jak dżokeje albo kominiarze. Myślę o prawdziwych karłach,<br />
tych malutkich, krzywonogich jegomościach, którzy biegają w<br />
pantalonach po arenach cyrkowych. Wierzcie mi lub nie, ale każdy z tych<br />
konusów potrafi, jeśli się postara, rozpłomienić najozięblejszą z kobiet.<br />
Protestujcie sobie do woli, Drogie Czytelniczki. Oskarżcie mnie, żem<br />
wariat, że się mylę, żem źle poinformowany. Ale zanim to zrobicie, radzę<br />
wam pogadać z kobietą faktycznie podbitą przez któregoś z tych<br />
niziołków. Potwierdzi moje wnioski. Powie wam: tak, tak, tak, to prawda,<br />
niestety, to prawda. Przyzna, że są odrażający, ale nie sposób im się<br />
oprzeć. Pewien nadzwyczaj brzydki cyrkowy karzeł w średnim wieku,<br />
mający najwyżej metr pięć wzrostu, zwierzył mi się kiedyś, że poderwie<br />
każdą kobietę w każdym miejscu i o każdej porze&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8222;Wuj Oswald&#8221; Roalda Dahla to książka, która ma za zadanie rozbawić i  rozśmieszyć. Załatwia nam sporą dawkę świetnej zabawy. Należy traktować  ją z przymrużeniem oka. Inaczej się nie da. Traktuje o ekscesach  seksualnych pewnego osobnika, który wykrył tajemnicze działanie muchy  saudyjskiej, tj. owada, który spreparowany służy jako viagra i  afrodyzjak pierwszej klasy. Ten mężczyzna, bohater książki, zakłada bank  spermysławnych ludzi i geniuszy, aby zbić fortunę. Kto ciekaw jest, jak  to się robi i jakie są kulisy tego procederu &#8211; powinien przeczytać  &#8222;Wuja Oswalda&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jeśli ktoś byłby ciekaw losów młodego człowieka, który kilkadziesiąt lat  temu odkrył coś zdecydowanie lepszego od viagry, dokładnie wypróbował  działanie i dorobił się przy okazji majątku, a potem wpadł na pomysł,  jak wykorzystać pragnienie wielu kobiet, by posiadać dziecko np. z  Einsteinem, Freudem, królem Hiszpanii lub Włoch, Picassem czy też innym  znakomitym artystą &#8211; powinien sięgnąć po tę książkę. Roald Dahl, znany  również z tomiku powiadań &#8222;Niespodzianki&#8221;, daje tu próbkę swego talentu i  poczucia humoru, opisując &#8222;swego&#8221; wuja Oswalda i jego erotyczne  wyczyny.</p>
<p>&nbsp;<br />
Tytuł oryginalny: My Uncle Oswald<br />
Język oryginalny: angielski<br />
Tłumacz: Grabowski Andrzej<br />
Kategoria: Literatura piękna<br />
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna<br />
Forma: powieść<br />
Rok pierwszego wydania: 1979<br />
Rok pierwszego wydania polskiego: 1986</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/04/roald-dahl-wuj-oswald/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>James Siegel &#8211; W Żywe Oczy</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/01/james-siegel-w-zywe-oczy/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/01/james-siegel-w-zywe-oczy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Jul 2011 09:41:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[James Siegel]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Sensacja]]></category>
		<category><![CDATA[Śledztwo]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[sensacja]]></category>
		<category><![CDATA[Siegel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=337</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Po trzech dniach deszczu w kwietniu 1954 roku rzeka wezbrała i wypełniła zbiornik do niespotykanego wcześniej poziomu, powodując, że wadliwie skonstruowane betonowe ściany osunęły się gigantyczną kaskadą. Littleton Flats leżało poniżej poziomu morza bezpośrednio na drodze płynącej wody. Przestało istnieć. Liczbę ofiar ustalono na osiemset dziewięćdziesiąt dwie, poprawiając ją z ośmiuset dziewięćdziesięciu trzech po tym, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-338" href="http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/01/james-siegel-w-zywe-oczy/siegel-james-w-zywe-oczy-okladka/"><img class="alignleft size-medium wp-image-338" title="Siegel James - W żywe oczy - okładka" src="http://booksland.com.pl/wp-content/uploads/2011/07/Siegel-James-W-żywe-oczy-okładka-194x300.jpg" alt="" width="194" height="300" /></a>&#8222;Po trzech dniach deszczu w kwietniu 1954 roku rzeka wezbrała i wypełniła zbiornik do niespotykanego wcześniej poziomu, powodując, że wadliwie skonstruowane betonowe ściany osunęły się gigantyczną kaskadą.</p>
<div>
<p>Littleton Flats leżało poniżej poziomu morza bezpośrednio na drodze płynącej wody. Przestało istnieć. Liczbę ofiar ustalono na osiemset dziewięćdziesiąt dwie, poprawiając ją z ośmiuset dziewięćdziesięciu trzech po tym, jak w dole rzeki znaleziono żywą trzyletnią dziewczynkę.</p>
<p>Dowiedziałem się o tym, przeglądając mikrofilmy w „Littleton Journal” wkrótce po tym, jak Hinch mnie zatrudnił, ale zanim jeszcze dostałem coś konkretnego do roboty. To, że stare numery były wciąż na mikrofilmach, a nie na dyskach komputerowych, boleśnie mi uświadomiło, że nie gram już w pierwszej lidze.<span id="more-337"></span></p>
<p>Wiele osób w miasteczku znało kogoś, kto znał kogoś, kto zginął w Tamtej Katastrofie. Nic dziwnego, że był to dla nich bolesny temat, o czym przekonałem się później, próbując zainteresować Hincha artykułem retrospektywnym z okazji pięćdziesiątej rocznicy wydarzenia.</p>
<p>- Już tego próbowaliśmy &#8211; powiedział. &#8211; W każdym razie twój poprzednik próbował.</p>
<p>Mój poprzednik nazywał się John Wren. Wiedziałem o tym, ponieważ odziedziczyłem nie tylko jego biurko; wynajmował również przede mną ten sam dom. Najwyraźniej był kimś w rodzaju chomika: znalazłem w domu stare rachunki za telefon i kablówkę, zaadresowane do Johna Wrena koperty po przesyłkach z Amazon.com, poupychane w różnych miejscach kartki zabazgrane częściowo tylko czytelnymi notatkami diabli wiedzą na jaki temat. Natknąłem się też na coś, nad czym pracował: historię pechowego, zdezorientowanego weterana wojny wietnamskiej, który pewnego dnia zabłąkał się do Littleton i zasnął w miejskiej altanie. Tytuł brzmiał: <em>Kim jest Eddie Bronson?</em></p>
<p>Wyglądało na to, że Wren pisał go z myślą o jakiejś lokalnej nagrodzie dziennikarskiej. Nie zdobył jej. Pierwszego dnia w pracy przywitała mnie lista zatytułowana <em>Zasady Wrena </em>przyklejona taśmą klejącą wewnątrz biurka. „Zasada numer jeden: dla pewności kopiuj notatki. Zasada numer dwa: na wszelki wypadek przepisuj nagrania z taśm!”</p>
</div>
<p>Norma uważała, że Wren, przeszczepiony do Littleton z Minnesoty, zapadł na ciężki przypadek pustynnej demencji &#8211; syndrom Santa Ana &#8211; albo atak małomiasteczkowych lęków, dziwne zaburzenie osobowości czasem dopadające ludzi, którzy utknęli na kalifornijskiej pustyni w samym środku nigdzie. Wyjechał potem, łowić pstrągi gdzieś w pobliżu granicy z Oregonem. Albo w przerębli na jeziorze Michigan. Albo szukać złota w Jukonie. Szczegóły były owiane tajemnicą&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Bohater „W żywe oczy” Tom Valle był wschodzącą gwiazdą amerykańskich  mediów. Jego kariera została zniszczona przez skandal, który wybuchł po  ujawnieniu, że w swoich artykułach notorycznie rozmijał się z prawdą,  fabrykował fakty. Wiele jego „demaskatorskich” tekstów okazało się  plagiatami.</p>
<p>Swoje winy wobec dziennikarstwa Tom odkupuje w niewielkiej redakcji  na kalifornijskiej pustyni. Tutaj natrafia na ślad prawdziwej afery. 50  lat wcześniej w  katastrofie tamy zginęły 893 osoby. Lecz czy ta  historia wydarzyła się naprawdę? Czy może rozgrywa się jedynie w głowie  głównego bohatera?</p>
<p>Przez tę przewrotną intrygę niezwykle konsekwentnie przeprowadzi nas  James Siegel, autor bestsellerowych „Wykolejonego” i „W matni”, na co  dzień dyrektor kreatywny nowojorskiego oddziału agencji reklamowej BBDO.</p>
<p>Czy ta historia wydarzyła się naprawdę? Kto stoi za aferą?  Dziennikarz? Czy może amerykański rząd? Te pytania towarzyszą nam od  samego początku lektury nowej powieści Jamesa Siegla „W żywe oczy”,  która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwartego.</p>
<p>Siegel opowiada historię dziennikarza na tropie skrywanej przez  amerykański rząd afery atomowej. Gdyby nie fakt, że pierwowzorem  bohatera stał się Jayson Blair – reporter, który zachwiał wiarygodnością  New York Timesa była by to zapewne tylko kolejna dziennikarska powieść  sensacyjna… Tymczasem lektura „W żywe oczy” sprawia, że uważneiej  słuchamy tego, co mówią nam politycy i dziennikarze.</p>
<table width="267" height="164">
<tbody>
<tr>
<td>Wydawca:</td>
<td>Wydawnictwo Otwarte</td>
</tr>
<tr>
<td></td>
<td></td>
</tr>
<tr>
<td>Data premiery:</td>
<td>2007-01-01</td>
</tr>
<tr>
<td>Język wydania:</td>
<td>polski</td>
</tr>
<tr>
<td>Język oryginału:</td>
<td>angielski</td>
</tr>
<tr>
<td>Tłumaczenie:</td>
<td>Kafel Małgorzata</td>
</tr>
<tr>
<td>Rok wydania:</td>
<td>2007</td>
</tr>
<tr>
<td>Forma:</td>
<td>książka</td>
</tr>
<tr>
<td>Indeks:</td>
<td>69670206</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/01/james-siegel-w-zywe-oczy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Robert Alley &#8211; Ostatnie tango w Paryżu</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/29/robert-alley-ostatnie-tango-w-paryzu/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/29/robert-alley-ostatnie-tango-w-paryzu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Jun 2011 09:38:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obyczajowe]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Robert Alley]]></category>
		<category><![CDATA[Alley]]></category>
		<category><![CDATA[obyczajowe]]></category>
		<category><![CDATA[Ostatnie tango w Paryżu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=324</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Niedaleko od Gare St Lazare, w wąskiej uliczce, ciągle jeszcze wybrukowanej kocimi łbami, gdzie z trudem wymijają się dwa samochody i gdzie przechodniowi równie łatwo usłyszeć język włoski albo angielski jak francuski, mieściło się kilka pensjonatów dla podróżnych. Te małe hoteliki miały również stałych mieszkańców &#8211; takich jak przegrani intelektualiści albo malarze, aktorzy nie robiący [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-325" href="http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/29/robert-alley-ostatnie-tango-w-paryzu/ostatnie-tango-w-paryzu/"><img class="alignleft size-full wp-image-325" title="ostatnie tango w paryżu" src="http://booksland.com.pl/wp-content/uploads/2011/06/ostatnie-tango-w-paryżu.bmp" alt="" /></a>&#8222;Niedaleko od Gare St Lazare, w wąskiej uliczce, ciągle jeszcze wybrukowanej kocimi łbami, gdzie z trudem wymijają się dwa samochody i gdzie przechodniowi równie łatwo usłyszeć język włoski albo angielski jak francuski, mieściło się kilka pensjonatów dla podróżnych. Te małe hoteliki miały również stałych mieszkańców &#8211; takich jak przegrani intelektualiści albo malarze, aktorzy nie robiący kariery, jedna czy druga prostytutka &#8211; pozostałe pokoje zaś wypełniali goście przyjezdni albo ci z lichszego półświatka paryskiego, jak dezerterzy, narkomani, sutenerzy i drobni przestępcy. Wątła więź łączyła wszystkie te rozbieżne typy, jako że wspólna im była pewna doza niepowodzenia życiowego i wspólna sceneria. <span id="more-324"></span>Woń śmietników i skwaśniałego wina, turkot metra na pobliskiej stacji nadziemnej Bir Hakeim i ochrypły zgiełk z narożnego baru, ciągłe sąsiedztwo skrytych, nielegalnych poczynań, wszystko to było wspólne dla większości mieszkańców tej uliczki, tak samo jak wąskie i twarde łóżka, tylko jeden godziwy posiłek w ciągu dnia i marzenie o ładnej pogodzie.<br />
Paul przemieszkał na tej ulicy pięć lat, w takim właśnie pensjonacie, należącym do kobiety, z którą się ożenił. Jej samobójstwo znaczyło, że hotelik stał się teraz jego własnością, co bynajmniej go nie zachwycało, jako że brzydził się tym hotelikiem i wszystkim, co się z nim wiąże. Przez kilka godzin po tym, jak wrócił z Rue Jules Verne, odwlekał wejście do pokoju, w którym jego żona się zabiła. Ale w porze obiadowej, kiedy służąca wciąż nie schodziła na dół, Paula to zaciekawiło i wszedł na górę po schodach, okrytych wydeptanym chodnikiem. Po hoteliku niósł się jęk saksofonu, dochodzący z pokoju po drugiej stronie podwórza, gdzie żyli sobie czarny Algierczyk z żoną, w jakim takim zadowoleniu. Algierczyk, muzyczny samouk, grał o najróżniejszych godzinach, lecz Paul nigdy go nie uciszał; nie dlatego, żeby ta muzyka sprawiała mu przyjemność, tylko dlatego, że nie bardziej mu przeszkadzała niż hałasy dobiegające z ulicy i skargi mieszkańców. Brzmiała zmysłowo i nadzwyczaj smutno. Poza tym wydawało się to Paulowi nic nie znaczące. Pchnął jedne z nie numerowanych drzwi na trzecim piętrze i stanął od razu wobec czegoś, co wyglądało jak istne jatki. Krew znajdowała się jak gdyby wszędzie: rozbryzgana po kafelkach w miejscu do mycia się, ociekająca po zasłonach od natrysku zwieszających się za brzeg wanny, spryskała też lustro nad umywalką. W wyglądzie pokoju było tyle krwawej brutalności, jakby zarąbano tu na śmierć kilka osób.&#8221;</p>
<h4>&#8222;Ostatnie tango w Paryżu&#8221; Robert Alley</h4>
<p>W 1972 r. włoski reżyser Bernardo Bertolucci nakręcił film „Ultimo  tango a Parigi”, w którym główne role zagrali Marlon Brando i Maria  Schneider. Po premierze wybuchł skandal – cenzura szalała, próbując  brutalnie kastrować film, poza tym wniesiono skargę do sądu w Bolonii,  żądając konfiskaty dzieła i kary dla jego twórców. Sąd oddalił jednak  zarzuty, uzasadniając swoją decyzję walorami artystycznymi utworu.  Widzowie oblegali kina i przez długi czas „Ostatnie tango w Paryżu” było  największym przebojem kasowym na Zachodzie oraz głównym obiektem  zainteresowania najpoważniejszych krytyków, którzy analizowali film pod  względem formalnym, moralnym i obyczajowym, odnajdując w nim wiele  wartości. Po tak spektakularnym sukcesie zamówiono powieść, która miała  być oparta na przebojowym filmie i&#8230; znów zapachniało sensacją. Mało  znany prozaik angielski Robert Alley napisał „Last Tango in Paris” tak  umiejętnie, że powieść tę rychło uznano za pełnowartościowy utwór  literacki, o czym zdecydowały subtelności stylistyczne, wnikliwość  psychologiczna oraz nastroje, jakie nie pojawiły się w filmie, co –  zdaniem wielu znawców – znacznie wzbogaciło pierwowzór Bertolucciego.</p>
<p>Autor: Robert Alley<br />
Oprawa: miękka<br />
Ilosć stron: 192<br />
Format: 130&#215;200 mm<br />
ISBN: 978-83-62344-01-7<br />
Wydawnictwo Interwers</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/29/robert-alley-ostatnie-tango-w-paryzu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

