﻿<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>BooksLand - Świat Książek &#187; Literatura piękna</title>
	<atom:link href="http://booksland.com.pl/index.php/category/literatura-piekna/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://booksland.com.pl</link>
	<description>Fragmenty oraz recenzje ciekawych pozycji wydawniczych</description>
	<lastBuildDate>Sun, 19 Feb 2012 21:51:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.3</generator>
		<item>
		<title>Haruki Murakami &#8211; 1Q84 Tom 2</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2012/01/04/haruki-murakami-1q84-tom-2/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2012/01/04/haruki-murakami-1q84-tom-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Jan 2012 21:52:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Haruki Murakami]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[sensacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=530</guid>
		<description><![CDATA[Fragment: &#8222;W godzinach popołudniowych dnia… ujawniono, że autorka bestsellerowej powieści Powietrzna poczwarka, „Fukaeri”, znana także jako Eriko Fukada (17 l.), zniknęła bez śladu. Profesor Takayuki Ebisuno (63 l.), antropolog kulturowy będący opiekunem dziewczyny, zgłosił jej zniknięcie w komisariacie w Ōme. Podobno 27 czerwca Eriko nie wróciła do domu w Ōme ani do mieszkania w centrum [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" src="http://merlin.pl/1Q84-tom-2_Haruki-Murakami,images_big,1,978-83-7495-936-0.jpg" alt="" width="203" height="287" />Fragment:</p>
<p>&#8222;W godzinach popołudniowych dnia… ujawniono, że autorka bestsellerowej powieści Powietrzna<br />
poczwarka, „Fukaeri”, znana także jako Eriko Fukada (17 l.), zniknęła bez śladu. Profesor Takayuki<br />
Ebisuno (63 l.), antropolog kulturowy będący opiekunem dziewczyny, zgłosił jej zniknięcie w<br />
komisariacie w Ōme. Podobno 27 czerwca Eriko nie wróciła do domu w Ōme ani do mieszkania w<br />
centrum Tokio i od tego czasu nie ma z nią kontaktu. Profesor Ebisuno powiedział dziennikarzowi<br />
w rozmowie telefonicznej, że kiedy widział Eriko po raz ostatni, była zdrowa i nie dostrzegł nic<br />
niezwykłego w jej zachowaniu, więc nie przychodzi mu do głowy żaden powód jej zniknięcia.<br />
Nigdy wcześniej nie zniknęła bez uprzedzenia i profesor bardzo się martwi, że coś mogło jej się<br />
stać. Yūji Komatsu, redaktor odpowiedzialny za wydanie Powietrznej poczwarki w wydawnictwie<br />
X, powiedział: „Książka jest od sześciu tygodni na szczycie listy bestsellerów i wzbudza wielkie<br />
zainteresowanie, ale panna Fukada nie chciała się pokazywać w środkach masowego przekazu.<br />
Nasze wydawnictwo nie wie jeszcze, czy za zniknięciem autorki kryje się chęć uniknięcia rozgłosu.<br />
Panna Fukada jest bardzo młodą i utalentowaną pisarką, po której wiele można się w przyszłości<br />
spodziewać, pragniemy więc, by jak najszybciej wróciła cała i zdrowa”. Policja prowadzi śledztwo,<br />
biorąc pod uwagę kilka różnych możliwości.<span id="more-530"></span><br />
Na obecnym etapie nie mogą w gazecie napisać nic więcej, pomyślał Tengo. Jeśli zrobią z tego<br />
wielką sensację, a Fukaeri wróci jak gdyby nigdy nic po dwóch dniach, dziennikarz wyjdzie na<br />
głupka, a i gazeta straci wiarygodność. To samo dotyczy policji. Jedni i drudzy najpierw wydają<br />
zwięzłe, neutralne oświadczenia, jakby wypuszczali balon pomiarowy, a potem zamierzają przez<br />
pewien czas obserwować sytuację i patrzeć, w którą stronę skłoni się opinia publiczna. Zrobi się z<br />
tego wielka afera, dopiero kiedy temat podejmą tygodniki i zacznie się o tym mówić w<br />
telewizyjnych programach informacyjnych. Ale do tego czasu zostało jeszcze kilka dni.<br />
Nie było jednak wątpliwości, że prędzej czy później zrobi się gorąco. Powietrzna poczwarka<br />
została bestsellerem, a autorka, Fukaeri, była niezwykle urodziwą siedemnastoletnią dziewczyną. I<br />
zniknęła bez śladu. Musi się zrobić szum. Prawdopodobnie tylko cztery osoby na całym świecie<br />
wiedzą, że nie została porwana, ale gdzieś się ukrywa. Oczywiście wie ona sama. Wie też Tengo. I<br />
wiedzą profesor Ebisuno i jego córka Azami. Poza nimi nikt nie ma pojęcia, że ten szum wokół<br />
zniknięcia Fukaeri to trik mający przyciągnąć uwagę opinii publicznej.<br />
Tengo nie potrafił ocenić, czy powinien się cieszyć, czy niepokoić tym, że wie. Pewnie powinien<br />
się cieszyć. Bo nie musi się o nią martwić. Jest w bezpiecznym miejscu. Lecz jednocześnie nie ma<br />
wątpliwości, że on sam tkwi po uszy w tych kombinacjach. Profesor Ebisuno podważył łomem<br />
wielką, pechową skałę, tak że dostało się pod nią światło słoneczne, a teraz czeka, żeby zobaczyć,<br />
co spod niej wypełźnie. Tengo niechętnie musi stać u jego boku, choć sam wcale nie chce wiedzieć,<br />
co się wyłoni. W miarę możliwości wolałby tego nie oglądać. Przecież wiadomo, że to będzie coś<br />
chorego, z czego wynikną same kłopoty. Ale zdawało mu się, że nie może odejść i musi zobaczyć,<br />
co się kryje pod skałą.<br />
Dopił kawę, zjadł grzanki i jajko i wyszedł z kawiarni, zostawiając tam przeczytaną gazetę. Wrócił<br />
do domu, umył zęby, wziął prysznic i przygotował się do pójścia na kursy.<br />
W czasie przerwy południowej przyszedł do niego jakiś nieznajomy. Tengo skończył<br />
przedpołudniowe zajęcia i siedział właśnie w pokoju nauczycielskim, przeglądając poranne<br />
wydania gazet, których jeszcze nie czytał. Sekretarka dyrektora powiedziała Tengo, że ktoś na<br />
niego czeka. Była o rok starsza od Tengo i bardzo kompetentna. Oficjalnie miała etat sekretarki,<br />
lecz praktycznie to ona zarządzała całą szkołą. Nie dało się jej nazwać pięknością, jej rysy<br />
wydawały się zbyt nieregularne, ale miała dobrą figurę i znakomicie się ubierała.<br />
– Ten pan nazywa się Ushikawa – powiedziała.<br />
Tengo nie pamiętał nikogo o takim nazwisku.<br />
Z jakiegoś powodu lekko się skrzywiła. – Mówi, że to ważna sprawa i w miarę możności chciałby<br />
porozmawiać z tobą w cztery oczy.<br />
– Ważna sprawa? – powtórzył zdziwiony Tengo. Nie zdarzało się, żeby ktoś przychodził do niego<br />
na kursy w ważnej sprawie.<br />
– Pokój do przyjmowania interesantów jest wolny, więc tam go zaprowadziłam. Chociaż, prawdę<br />
mówiąc, taki mało ważny pracownik jak ty nie powinien z niego korzystać.<br />
– Dziękuję – powiedział Tengo i przywołał na twarz uśmiech.<br />
Jednak ona nie zwróciła na to uwagi, tylko zafurkotała połami nowego letniego żakietu od agnès b.<br />
i odeszła gdzieś szybkim krokiem.<br />
Ushikawa był niewysokim mężczyzną wyglądającym na czterdzieści parę lat. Tułów miał gruby,<br />
pozbawiony wcięć, do tego podwójny podbródek. Tengo nie był do końca pewien, ile może mieć<br />
lat. Z powodu szczególnego, czy raczej niecodziennego, wyglądu trudno było skompletować w<br />
myślach elementy potrzebne zwykle do określenia czyjegoś wieku. Mógł być starszy, ale mógł też<br />
być młodszy. Gdyby ktoś powiedział Tengo, że facet ma trzydzieści dwa lata, przyjąłby to bez<br />
zastrzeżeń. Podobnie, gdyby mu powiedziano, że pięćdziesiąt sześć. Zęby miał nierówne, kręgosłup<br />
skrzywiony pod dziwnym kątem, czubek wielkiej głowy nienaturalnie płaski i łysy, o<br />
nieregularnym zarysie. To płaskie miejsce przypominało lądowisko helikopterów wojskowych<br />
zbudowane na strategicznie ważnym wzgórzu. Widział takie na filmie dokumentalnym o wojnie w<br />
Wietnamie. Kępki grubych, czarnych, kręconych włosów jakby przywarły do płaskiej i<br />
nieregularnej głowy, nadmiernie urosły i bez przeszkód opadały na uszy. Te włosy<br />
dziewięćdziesięciu ośmiu osobom na sto przywiodłyby na myśl włosy łonowe. Tengo nie potrafił<br />
ocenić, z czym skojarzyłyby się pozostałym dwóm osobom.<br />
Zdawało się, że wszystko – poczynając od budowy ciała i rysów twarzy – było w nim<br />
niesymetryczne. Najpierw właśnie to rzucało się w oczy. Oczywiście każdy człowiek zawsze w<br />
większym lub mniejszym stopniu ma niesymetryczną prawą i lewą stronę, więc samo w sobie nie<br />
jest to wbrew prawom natury. Tengo także miał różnego kształtu powieki – prawa był inna niż<br />
lewa. Lewe jądro znajdowało się nieco niżej niż prawe. Nasze ciała nie są masowo produkowane w<br />
fabrykach według idealnego wzorca. Ale w przypadku tego człowieka różnica między prawą a lewą<br />
stroną wykraczała poza granice normalności. To widoczne dla każdego zachwianie równowagi<br />
mimowolnie stymulowało system nerwowy patrzącego i sprawiało, że czuł się nieswojo. Zupełnie<br />
jakby widział tego człowieka w krzywym zwierciadle, w którym wszystko odbijało się nadmiernie<br />
wyraźnie.<br />
Szary garnitur mężczyzny pokrywały niezliczone drobne zmarszczki. Przypominał ląd po przejściu<br />
lodowca. Kołnierzyk białej koszuli był z jednej strony podwinięty, węzeł krawata wykręcony,<br />
zupełnie jakby odwracał się od nieprzyjemnej konieczności istnienia w tym miejscu. Garnitur,<br />
krawat, koszula – nic na niego nie pasowało. Wzór krawata przypominał poplątany makaron<br />
namalowany w stylu impresjonistycznym przez niezbyt zdolnego studenta malarstwa. Wszystko<br />
wydawało się przypadkowe i wyglądało na kupione w tanim sklepie. Ale kiedy człowiek dłużej się<br />
przyglądał, zaczynało mu się robić bardziej żal ubrania niż jego właściciela. Tengo prawie nie<br />
przejmował się tym, co na siebie wkładał, ale z jakiegoś powodu dziwnie zwracał uwagę na strój<br />
innych. Gdyby miał wybrać spośród ludzi spotkanych w ciągu ostatnich dziesięciu lat tych<br />
najgorzej ubranych i sporządzić ich listę, ten człowiek na pewno by się na niej znalazł. Nie tylko<br />
był źle ubrany. Robił wrażenie, jakby celowo bluźnił przeciwko samej idei stroju.<br />
Kiedy Tengo wszedł do pokoju, w którym przyjmowano interesantów, tamten wstał, wyjął<br />
wizytówkę i z ukłonem podał ją Tengo. Widniało na niej imię i nazwisko po japońsku, a pod<br />
spodem alfabetem łacińskim: Toshiharu Ushikawa. A jeszcze niżej: Dyrektor Fundacji Wspierania<br />
Nowej Japońskiej Nauki i Sztuki. Fundacja mieściła się w Kōjimachi w dzielnicy Chiyoda, podano<br />
też telefon. Tengo oczywiście nie wiedział nic ani o Fundacji Wspierania Nowej Japońskiej Nauki i<br />
Sztuki, ani na czym polegała funkcja jej dyrektora. Ale wizytówka była elegancka, z wytłoczonym<br />
emblematem, nie wyglądała na coś wydrukowanego prowizorycznie. Tengo przyglądał jej się przez<br />
chwilę, a potem jeszcze raz spojrzał na mężczyznę. Ten człowiek zupełnie nie robi wrażenia<br />
dyrektora Fundacji Wspierania Nowej Japońskiej Nauki i Sztuki, pomyślał.<br />
Usiedli naprzeciw siebie na fotelach po dwóch stronach niskiego stolika. Mężczyzna otarł<br />
chusteczką pot z czoła, kilka razy mocno je pocierając, i wsadził tę nieszczęsną chusteczkę z<br />
powrotem do kieszeni marynarki. Pani z recepcji podała im herbatę. Tengo podziękował jej.<br />
Ushikawa się nie odezwał.<br />
– Najmocniej przepraszam, że przeszkadzam panu podczas przerwy i że przyszedłem, nie<br />
umówiwszy się wcześniej – przeprosił po odejściu recepcjonistki Ushikawa. Słowa były zasadniczo<br />
grzeczne, ale w jego tonie było coś dziwnie bezczelnego. Ten ton nie przypadł Tengo do gustu. –<br />
Ale zaraz, czy pan miał czas coś zjeść? Gdyby pan wolał, możemy gdzieś pójść i porozmawiać<br />
podczas posiłku.<br />
– Nie jem w pracy lunchu – odparł Tengo. – Zjadam coś lekkiego po popołudniowych zajęciach.<br />
Proszę się tym nie martwić.<br />
– Oczywiście. To w takim razie pozwolę sobie wyłuszczyć sprawę. Tutaj chyba będziemy mogli<br />
spokojnie, bez pośpiechu porozmawiać. – Rozejrzał się po wnętrzu, jakby je oceniał.<br />
Pokój nie był szczególnie imponujący. Na ścianie wisiał duży obraz olejny przedstawiający jakieś<br />
góry. Uwagę zwracało jedynie to, że malarz musiał zużyć dużo farby. W wazonie ułożono kwiaty<br />
przypominające dalie. Drętwe rośliny przywodzące na myśl mało rozgarniętą kobietę w średnim<br />
wieku. Tengo nie miał pojęcia, po co szkole oferującej kursy przygotowawcze na studia potrzebny<br />
jest taki ponury pokój do przyjmowania interesantów.<br />
– Zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Ushikawa, jak pan widzi na wizytówce. Wszyscy<br />
przyjaciele mówią na mnie Ushi[1]. Nikt się do mnie nie zwraca pełnym nazwiskiem – Ushikawa.<br />
Jestem zwykle tylko Ushi – oznajmił Ushikawa i uśmiechnął się.<br />
Przyjaciele? Czy ktoś miałby ochotę zaprzyjaźnić się z tym człowiekiem? Tengo szczerze wątpił.<br />
To pytanie zrodziło się z czystej ciekawości.<br />
Prawdę mówiąc, pierwsze wrażenie, jakie zrobił na nim ten człowiek, było bliskie wstrętu.<br />
Przywodził na myśl coś obrzydliwego, co wypełzło z jakiejś ciemnej dziury w ziemi. Coś<br />
nieokreślonego, galaretowatego, co nie powinno wychodzić na światło dzienne. Może profesor<br />
Ebisuno przypadkiem wywabił spod skały właśnie jego. Tengo nieświadomie zmarszczył brwi i<br />
odłożył na stolik wizytówkę. Toshiharu Ushikawa – tak się ten człowiek nazywał.<br />
– Na pewno jest pan zajęty, więc nie będę tracił czasu na długie wstępy. Przejdę od razu do sedna –<br />
powiedział Ushikawa.<br />
Tengo lekko skinął głową.<br />
Ushikawa wypił łyk herbaty, a potem zaczął mówić.<br />
– Przypuszczalnie nie słyszał pan nigdy o Fundacji Wspierania Nowej Japońskiej Nauki i Sztuki.<br />
(Tengo przytaknął). To stosunkowo nowa fundacja, w centrum naszej działalności jest znajdowanie<br />
przedstawicieli młodego pokolenia działających indywidualnie w dziedzinie nauki lub sztuki –<br />
chodzi szczególnie o osoby jeszcze niezbyt znane – i wspieranie ich. Innymi słowy, celem naszym<br />
jest dbanie o młode pędy, które będą dźwigać ciężar nowych czasów we wszystkich dziedzinach<br />
współczesnej kultury japońskiej. Zatrudniamy osoby, które zbierają dla nas informacje i pomagają<br />
nam znaleźć odpowiednich kandydatów z różnych dziedzin. Każdego roku wybieramy pięciu ludzi<br />
sztuki albo nauki i oferujemy im granty. Przez rok mogą robić, co sobie życzą. Nie ma żadnych<br />
ukrytych wymagań. Tylko pod koniec roku oczekujemy sprawozdania – ale to czysta formalność.<br />
Wystarczy zwięźle napisać, jaką działalność prowadziło się przez rok i jakie wydała owoce.<br />
Zamieszczamy to w biuletynie, który publikujemy. Nie ma żadnych kłopotliwych formalności.<br />
Dopiero rozpoczęliśmy naszą działalność, więc ważne jest pozostawienie konkretnych śladów<br />
naszych osiągnięć. Innymi słowy, jesteśmy jeszcze na etapie zasiewania nasion. Konkretnie<br />
mówiąc, każda osoba otrzymuje grant w wysokości trzech milionów jenów rocznie&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Murakami w mistrzowski sposób buduje fantastyczne postaci, równoległe  światy, zaciera granice między rzeczywistością a literaturą. 1Q84 to  opowiadana na przemian historia kobiety i mężczyzny, Aomame i Tengo,  sensacyjna, chwilami wręcz przerażająca.</p>
<p>Oboje w dzieciństwie  dobrze się znali i wszystko wskazuje na to, że ich ścieżki znowu się  skrzyżują. Ona jest instruktorką sztuk walki, masażystką, a po godzinach  perfekcyjną morderczynią. On &#8211; wykładowcą matematyki, a w wolnych  chwilach początkującym pisarzem i redaktorem.</p>
<p>Aomame dostaje  się do innej rzeczywistości. Ona i Tengo desperacko próbują się  odnaleźć. Aomame postanawia powrócić do normalnego świata, a gdy to się  jej nie udaje, podejmuje decyzję o samobójstwie. Ma nadzieję, że w ten  sposób porzuci drugą siebie żyjącą w roku 1Q84 i powróci do zwykłego  roku 1984. W tym samym czasie Tengo postanawia, że spróbuje żyć w  świecie, w którym na niebie unoszą się dwa księżyce, bo wie, że tylko w  nim może spotkać swoją Aomame.</p>
<h2><span style="color: #800000;">Cena: 34,20 </span><a href="https://ssl.afiliant.com/server/affskrypt.php?b=832&amp;d=2&amp;f=44&amp;u=(http%3A%2F%2Fwww.albertus.pl%2Fksiazka-1q84-t-2-haruki-murakami-1085600%2F)" target="_blank"><span style="color: #800000;">Sprawdź dostępność→</span></a></h2>
<p>&nbsp;<br />
Autor: Haruki Murakami<br />
Wydawnictwo: Muza , Luty 2011<br />
ISBN: 978-83-7495-936-0<br />
Liczba stron: 416<br />
Wymiary: 145 x 205 mm</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2012/01/04/haruki-murakami-1q84-tom-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Richard Paul Evans &#8211; Stokrotki w śniegu</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/12/06/richard-paul-evans-stokrotki-w-sniegu/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/12/06/richard-paul-evans-stokrotki-w-sniegu/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Dec 2011 23:02:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura współczesna]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Przegląd wg. autorów]]></category>
		<category><![CDATA[Richard Poul Evans]]></category>
		<category><![CDATA[literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=510</guid>
		<description><![CDATA[Czy można dostać drugą szansę i rozpocząć wszystko od nowa? James Kier zginął w wypadku. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało. On sam dowiedział się o własnej śmierci z gazet. Pomyłkę szybko wyjaśniono, ale błąd popełniony przez dziennikarza ucieszył wszystkich znajomych Jamesa. Nic dziwnego. Nie był kandydatem na najlepszego przyjaciela. Bezwzględny szef. Rekin biznesu wyznający zasadę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" src="http://merlin.pl/Stokrotki-w-sniegu_Richard-Paul-Evans,images_product,13,978-83-240-1460-6.jpg" alt="" width="234" height="280" /></p>
<p>Czy można dostać drugą szansę i rozpocząć wszystko od nowa?<br />
James Kier zginął w wypadku. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało.<br />
On sam dowiedział się o własnej śmierci z gazet. Pomyłkę szybko  wyjaśniono, ale błąd popełniony przez dziennikarza ucieszył wszystkich  znajomych Jamesa.<br />
Nic dziwnego.<br />
Nie był kandydatem na najlepszego przyjaciela. Bezwzględny szef. Rekin  biznesu wyznający zasadę &#8211; po trupach do celu. Mąż, który zostawia  umierającą żonę. Ojciec znienawidzony przez syna.<br />
Czy można zacząć wszystko od nowa?<br />
Wynagrodzić popełnione krzywdy?<br />
Przebaczyć innym i sobie?<br />
Stokrotki w śniegu to piękna, wzruszająca opowieść o sile miłości i  nadziei. O tym, że najważniejsza w życiu jest rodzina. Że tylko kochając  i będąc kochanym, można odnaleźć własną drogę w życiu.</p>
<p style="text-align: center;">Fragment książki</p>
<p>&#8222;Obniżająca się temperatura sprawiła, że w dolinie opadł smog, zmieniając powietrze w gęstą brązową substancję. Kier siedział w samochodzie, trzymając na kolanach przygotowaną przez Linde listę. O ile w teorii plan odnalezienia wszystkich tych ludzi i wynagrodzenia poczynionych krzywd wydał mu się znakomity, o tyle teraz, kiedy siedział w samochodzie przed domem jednego z nich, pomysł ten nie rysował się już tak kolorowo. Jeśli prawdą jest to, co powiedziała Lmda, zrujnował tym ludziom życie.<span id="more-510"></span> Jakiego powitania mógł się spodziewać?<br />
Jeszcze raz spojrzał na nazwisko: Eddie Grimes. Nie musiał czytad notatek, by przypomnieć sobie, kim był i co on sam mu zrobił. Grimes był niegdyś właścicielem Grimes Constru-ction, niewielkiej, ale dobrze prosperującej lokalnej firmy budowlanej z dużym potencjałem. Razem z Kierem wystąpił do przetargu na dużą budowę i wygrał. Kier wcale nie potrzebował tego kontraktu. Szczerze mówiąc, miał i tak wystarczająco dużo pracy, ale przegrana zabolała go. Poza.tym nie podobało mu się, że dał możliwość rozwoju potencjalnie niebezpiecznemu konkurentowi. Postanowił zniszczyć tę firemkę z ambicjami. Ponieważ był dobrze przygotowany do przetargu i miał niezłe rozeznanie rynku, wiedział, że problemem przy tym projekcie może być dostępność pewnych materiałów, szczególnie kartongipsów.<br />
Mając duże rezerwy finansowe, Kier wykupił cały zapas tego materiału w rejonie Rocky Mountain. Wystarczająco dużo,<br />
by zaopatrzyć swoje kolejne trzy budowy i sprawić, by w krótkim czasie powstał popyt na ten materiał. Kiedy przyszedł moment, że Grimes potrzebował kartongipsów, żadna z hurtowni w stanie, a nawet w stanach obok, nie zdołała zrealizować zamówienia. Na najbliższą partię musiałby czekać ponad miesiąc. Brak materiałów zatrzymał całkowicie projekt, narażając Grimesa na potężne kary za każdy dzień spóźnienia, kiedy jego ekipy siedziały bezczynnie na placu budowy. W końcu inny wykonawca, który także ucierpiał na manewrze Kiera, powiadomił Grimesa o jego poczynaniach. Przełykając gorycz<br />
upokorzenia, Grimes pofatygował się do biura Kiera, prosząc go, by odsprzedał mu nieco potrzebnego materiału. Kler nie tylko odmówił, ale także zwymyślał konkurenta, wytykając mu błędy w planowaniu projektu. Powiedział mu, że „jest za cienki, żeby grad w tę grę dla dużych chłopców&#8221;.<br />
Stopniowo, w miarę jak rosły jego straty, Grimes był zmuszony do zwolnienia pracujących dla niego ludzi, a ostatecznie do porzucenia projektu. To doprowadziło do takich strat, że musiał ogłosić bankructwo. Razem z projektem utracił także swoją reputację. Po takiej porażce już nikt nie chciał współpracować z Grimes Construction.<br />
Budowa została przekazana firmie Kiera, który nie tylko skorzystał z prac wcześniej wykonanych przez ekipę Grimesa, ale także podniósł swoje wynagrodzenie o dwadzieścia procent w porównaniu do oferty wstępnej. W nagrodę za sfinalizowanie projektu Kier sprawił sobie nową willę w Palm Springs.<br />
Jakby tego było mało, po ukończeniu budowy boczna droga prowadząca na wysypisko śmieci została nazwana ulicą Grimesa.<br />
Kiedy jeszcze jego firma dobrze funkcjonowała, Grimes wybudował sobie na wschodnim zboczu doliny piękny dom o powierzchni ponad siedmiuset metrów kwadratowych. Kier przejeżdżał tamtędy z Sara, która aż jęknęła z zachwytu, widząc budynek. Chociaż nie chciał tego przyznać, Kierowi także zaimponował rozmach, z jakim została zaplanowana ta posiadłość. Dom był w stylu francuskim, postawiony w niezwykle malowniczym miejscu, otoczony ścieżkami wyłożonymi kamieniem, ze starannie dobranymi rzeźbami i szpalerem drzewek kumkwatu, ciągnącym się wzdłuż głównej alejki. Kier mógł się jedynie domyślać, że posiadłość przepadła wraz z resztą majątku. Niewielki dom w złym stanie, przed którym właśnie stał, nie mógł się równać z siedzibą konkurenta, którą kiedyś potajemnie podziwiał. Ironia losu, pomyślał Kier. Dom-ruina, a mieszka w nim tak dobry budowlaniec.<br />
Co można powiedzieć człowiekowi, którego się zniszczyło? &#8211; zastanawiał się Kier. Jak można naprawić krzywdy? Kiedy tak się namyślał, przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Jego firma mogłaby dużo skorzystać na obecności tak utalentowanego budowlańca, jakim był Grimes. Mógł zaoferować mu jakieś wysokie stanowisko, może nawet z możliwością otrzymania pewnego pakietu akcji. A co więcej, te dwadzieścia procent ekstra, które zarobił na sabotażu projektu Grimesa,<br />
pokryłoby koszty zatrudnienia go. Nagle poczuł, że to spotkanie może się udać, że dojdą do porozumienia. Kto wie, pomyślał, może do południa będą już kumplami, którzy śmieją się z dawnych czasów.<br />
Kier wysiadł z samochodu, podszedł do furtki i nie czekając na zaproszenie, wszedł na podwórko. Okna były zasłonięte, a jedyny ślad czyjejś obecności stanowiły psie ślady prowadzące tam i z powrotem od drzwi wejściowych.<br />
Przedarł się przez śnieg i wdrapał się po trzech schodkach na ganek. O ścianę stały oparte dwie pary nart. Nacisnął dzwonek. Nic nie usłyszał, zapukał więc kilka razy. Jak na komendę odpowiedział mu pies, skowycząc, a potem szczekając jak oszalały. Po kilku chwilach drzwi się uchyliły. Stanęła w nich śliczna dziewczyna z krótkimi brązowymi włosami. Miała w uszach słuchawki. Ustawiła się w uchylonych<br />
drzwiach, tak by zablokować wyjście podekscytowanemu zwierzęciu, które na widok nieznajomego zaczęło ujadać jeszcze bardziej&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<ul>
<li><strong> Tytuł oryginalny:</strong> The Christmas List</li>
<li><strong> Język oryginalny:</strong> angielski</li>
<li><strong> Tłumacz:</strong> Bolińska-Gostkowska Ewa</li>
<li><strong> Kategoria:</strong> Literatura piękna</li>
<li><strong> Gatunek:</strong> literatura współczesna zagraniczna</li>
<li><strong> Forma:</strong> powieść</li>
<li><strong> Rok pierwszego wydania:</strong> 2009</li>
<li><strong> Rok pierwszego wydania polskiego:</strong> 2010</li>
</ul>
<p>Książka dostępna w księgarni internetowej Albertus w cenie 28.10</p>
<p><script type="text/javascript">document.write('<scr'+'ipt type="text/javascr'+'ipt" src="http://www.afiliant.com/server/banners.js?id=327&#038;id_publisher=832">'+'</'+'script>');</script></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/12/06/richard-paul-evans-stokrotki-w-sniegu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Roald Dahl &#8211; Wuj Oswald</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/04/roald-dahl-wuj-oswald/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/04/roald-dahl-wuj-oswald/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Jul 2011 16:49:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Erotyka]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Obyczajowe]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Roald Dahl]]></category>
		<category><![CDATA[erotyka]]></category>
		<category><![CDATA[literatura piękna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=385</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Pożegnałem się z rodzicami na peronie dworca Victoria i wsiadłem do pociągu jadącego, via prom, do Paryża. Przyjechałem tam po południu i stawiłem się w domu, w którym ojciec załatwił mi wikt i opierunek. Stał on przy Avenue Marceau, a mieszkająca w nim rodzina Boisvainow wynajmowała pokoje gościom. Pan Boisvain, ponoć urzędnik państwowy, był równie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-386" href="http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/04/roald-dahl-wuj-oswald/wuj-oswald/"><img class="alignleft size-medium wp-image-386" title="wuj oswald" src="http://booksland.com.pl/wp-content/uploads/2011/07/wuj-oswald-185x300.jpg" alt="" width="185" height="300" /></a>&#8222;Pożegnałem się z rodzicami na peronie dworca Victoria i wsiadłem do pociągu jadącego, via prom, do Paryża. Przyjechałem tam po południu i stawiłem się w domu, w którym ojciec załatwił mi wikt i opierunek. Stał on przy Avenue Marceau, a mieszkająca w nim rodzina Boisvainow wynajmowała pokoje gościom. Pan Boisvain, ponoć urzędnik państwowy, był równie nieciekawy jak reszta familii. Jego małżonka, blada kobieta z krótkimi palcami i obwisłym zadkiem, była ulepiona, nie przymierzając, z tej samej gliny co mąż, z czego wywnioskowałem, że żadne nie sprawi mi<br />
kłopotu. <span id="more-385"></span>Boisvainowie mieli dwie córki: piętnastoletnią Jeanette i dziewiętnastoletnią Nicole. Mademoiselle Nicole była do pewnego stopnia wybrykiem natury, bo gdy reszta rodziny była po francusku drobna i foremnie zbudowana, ta dziewczyna miała proporcje Amazonki. Przywodziła mi na myśl żeńskiego gladiatora. Na bosaka mierzyła chyba<br />
metr dziewięćdziesiąt, niemniej był z niej pięknie zbudowany młody gladiator, z drugimi kształtnymi nogami i parą ciemnych oczu, skrywających,’ zda się, liczne tajemnice. Po raz pierwszy od chwili rozpoczęcia pokwitania trafiłem na kobietę nie tylko strasznie wysoką, ale i powabną, a to, co w niej dostrzegłem, zrobiło na mnie wrażenie. Od tamtego czasu w ciągu minionych lat naturalnie wiele razy kosztowałem wysokich dziewoi i muszę przyznać, że w sumie cenię je sobie wyżej niż ich drobniejsze siostry. Przede wszystkim w ciałach wysokich kobiet jest więcej mocy i energii, a poza tym ma się znacznie więcej do obłapiania. Innymi słowy, naprawdę lubię wysokie kobiety. Bo czemu miałbym ich<br />
nie lubić? Nic w tym dziwnego. Natomiast za niezwykły i zadziwiający uważam fakt, że na ogół kobiety, a dotyczy to wszystkich kobiet świata,<br />
mają kompletnego fioła na punkcie niepozornych mężczyzn. Wyjaśnię od<br />
razu, że „niepozornymi mężczyznami” nie nazywam zwykłych niskich<br />
osobników, jak dżokeje albo kominiarze. Myślę o prawdziwych karłach,<br />
tych malutkich, krzywonogich jegomościach, którzy biegają w<br />
pantalonach po arenach cyrkowych. Wierzcie mi lub nie, ale każdy z tych<br />
konusów potrafi, jeśli się postara, rozpłomienić najozięblejszą z kobiet.<br />
Protestujcie sobie do woli, Drogie Czytelniczki. Oskarżcie mnie, żem<br />
wariat, że się mylę, żem źle poinformowany. Ale zanim to zrobicie, radzę<br />
wam pogadać z kobietą faktycznie podbitą przez któregoś z tych<br />
niziołków. Potwierdzi moje wnioski. Powie wam: tak, tak, tak, to prawda,<br />
niestety, to prawda. Przyzna, że są odrażający, ale nie sposób im się<br />
oprzeć. Pewien nadzwyczaj brzydki cyrkowy karzeł w średnim wieku,<br />
mający najwyżej metr pięć wzrostu, zwierzył mi się kiedyś, że poderwie<br />
każdą kobietę w każdym miejscu i o każdej porze&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8222;Wuj Oswald&#8221; Roalda Dahla to książka, która ma za zadanie rozbawić i  rozśmieszyć. Załatwia nam sporą dawkę świetnej zabawy. Należy traktować  ją z przymrużeniem oka. Inaczej się nie da. Traktuje o ekscesach  seksualnych pewnego osobnika, który wykrył tajemnicze działanie muchy  saudyjskiej, tj. owada, który spreparowany służy jako viagra i  afrodyzjak pierwszej klasy. Ten mężczyzna, bohater książki, zakłada bank  spermysławnych ludzi i geniuszy, aby zbić fortunę. Kto ciekaw jest, jak  to się robi i jakie są kulisy tego procederu &#8211; powinien przeczytać  &#8222;Wuja Oswalda&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jeśli ktoś byłby ciekaw losów młodego człowieka, który kilkadziesiąt lat  temu odkrył coś zdecydowanie lepszego od viagry, dokładnie wypróbował  działanie i dorobił się przy okazji majątku, a potem wpadł na pomysł,  jak wykorzystać pragnienie wielu kobiet, by posiadać dziecko np. z  Einsteinem, Freudem, królem Hiszpanii lub Włoch, Picassem czy też innym  znakomitym artystą &#8211; powinien sięgnąć po tę książkę. Roald Dahl, znany  również z tomiku powiadań &#8222;Niespodzianki&#8221;, daje tu próbkę swego talentu i  poczucia humoru, opisując &#8222;swego&#8221; wuja Oswalda i jego erotyczne  wyczyny.</p>
<p>&nbsp;<br />
Tytuł oryginalny: My Uncle Oswald<br />
Język oryginalny: angielski<br />
Tłumacz: Grabowski Andrzej<br />
Kategoria: Literatura piękna<br />
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna<br />
Forma: powieść<br />
Rok pierwszego wydania: 1979<br />
Rok pierwszego wydania polskiego: 1986</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/04/roald-dahl-wuj-oswald/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Karen Kingsbury &#8211; Rozdzielił nas ocean</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/03/karen-kingsbury-rozdzielil-nas-ocean/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/03/karen-kingsbury-rozdzielil-nas-ocean/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Jul 2011 17:49:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Karen Kingsbury]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[literatura piękna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=366</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Dobiegający z zewnątrz świst, który przenikał poszycie samolotu, wyrwał Kiahnę z zamyślenia i przywrócił jej poczucie rzeczywistości. Zmierzali prosto na spotkanie z falami Pacyfiku, a piloci nie byli w stanie zapanować nad maszyną. Zostało im nie więcej niż pół minuty. Gdyby Kiahna nie trzymała się kurczowo foteli, poleciałaby wzdłuż przejścia, uderzając w drzwi kabiny pilotów. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-367" href="http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/03/karen-kingsbury-rozdzielil-nas-ocean/rozdzielil-nas-ocean/"><img class="alignleft size-full wp-image-367" title="rozdzielił nas ocean" src="http://booksland.com.pl/wp-content/uploads/2011/07/rozdzielił-nas-ocean.jpg" alt="" width="175" height="275" /></a>&#8222;Dobiegający z zewnątrz świst, który przenikał poszycie samolotu, wyrwał Kiahnę z zamyślenia i przywrócił jej poczucie rzeczywistości. Zmierzali prosto na spotkanie z falami Pacyfiku, a piloci nie byli w stanie zapanować nad maszyną. Zostało im nie więcej niż pół minuty. Gdyby Kiahna nie trzymała się kurczowo foteli, poleciałaby wzdłuż przejścia, uderzając w drzwi kabiny pilotów.<br />
Obowiązek zawiadomienia Maxa o jej śmierci spadnie na Ramey&#8230; Będzie musiała mu to powiedzieć i<br />
dopełnić wszystkich formalności. Zaraz po urodzeniu Maxa Kiahna na wszelki wypadek spisała ostatnią wolę.<br />
Oczywiście przygotowała również list do syna. Co roku w dniu jego urodzin pisała nowy. Pomimo swej<br />
przezorności, nigdy nie przeszło jej przez myśl, że będzie musiała go opuścić.<span id="more-366"></span><br />
„Pamiętaj, co ci mówiłam, mój mały&#8230; Jestem przy tobie&#8230; Zawsze będę z tobą&#8230; Na zawsze pozostanę w<br />
twoim sercu&#8221;. Przez moment jej myśli zwróciły się ku Bogu, w którego wierzyła przez całe życie. Ufała Mu, choć nie zawsze rozumiała Jego wolę. Jeśli to miał być koniec, za kilka chwil go spotka. „Boże, spraw cud&#8230; Uratuj nas&#8230; przez wzgląd na Maxa. Boże, proszę&#8221;.<br />
Rozbrzmiewające wokół krzyki i płacz nasilały się z każdą mijającą sekundą. Kiahna ostatkiem sił<br />
spróbowała się wyprostować, by uspokoić oszalałych ze strachu pasażerów.<br />
Może mimo wszystko im się uda, może jednak? Może piloci zdołają wyprowadzić maszynę z lotu<br />
nurkowego i posadzić ją bezpiecznie na wodzie. W końcu samolot ma na wyposażeniu tratwy i kamizelki<br />
ratunkowe. Straż Wybrzeża na pewno już wie, że muszą wodować i pomoc nadejdzie. Wszystko będzie dobrze.<br />
Jeszcze dziś wieczorem będą w domu. W razie awaryjnego lądowania na morzu poduszki foteli mogą być użyte<br />
jako podręczne pontony. Czyż nie to właśnie mówiła pasażerom przed każdym rejsem na tej trasie?<br />
„Kocham cię, Max&#8230; nie zapomnij o mnie&#8221;. Myśli kłębiące się w jej głowie nagle uleciały gdzieś daleko.<br />
Gdy samolot uderzył o powierzchnię oceanu, a do rozdartego kadłuba gwałtownie zaczęła wdzierać się<br />
woda, myślała tylko o synku i martwiła się, co z nim teraz będzie&#8230;&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Książka autorki bestselleru &#8222;W pewien wrześniowy poranek&#8221; i &#8222;Cień  wrześniowego poranka&#8221;.   Pasjonująca historia tajemnicy i leczniczej mocy przebaczenia. Pilot  Linii pasażerskich Connor Evans i jego żona Michele wydają się być  idealną parą wiodącą na pozór idealne życie. Nagle katastrofa, samolot  wpada do Pacyfiku. Jedna z ofiar, stewardesa Kiahna Siefert, znała  Connora dobrze&#8230;zbyt dobrze&#8230;.</p>
<p>Wydawnictwo: RAFAEL<br />
Rok wydania: 2009<br />
Oprawa: Miękka<br />
Format: 13.0&#215;20.0cm<br />
Język: polski<br />
Ilość stron: 414<br />
ISBN: 9788375690842<br />
Tytuł oryginału: Oceans Apart<br />
Tłumacz: Gadowski Wojciech</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/07/03/karen-kingsbury-rozdzielil-nas-ocean/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Angelo Solmi &#8211; Tragiczne wody</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/29/angelo-solomi-tragiczne-wody/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/29/angelo-solomi-tragiczne-wody/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Jun 2011 08:55:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Angelo Solmi]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Solmi]]></category>
		<category><![CDATA[Tragiczne wody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=307</guid>
		<description><![CDATA[Tragiczne wody: Prawdziwa historia 16 statków, które nie powinny były zatonąć &#8222;Piątego dnia na przeklętej tratwie było nie więcej niż 30 osób: dwóch żołnierzy, którzy ukradli częśd zapasu wina, stracono, umarł, między innymi, dwunastoletni chłopiec. Dni następowały po nocach z przeraźliwą monotonią, przerywaną tylko napadami szaleństwa, którym co jakiś czas ulegał ktoś z obecnych. Siódmego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> <a rel="attachment wp-att-308" href="http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/29/angelo-solomi-tragiczne-wody/tragiczne-wody/"><img class="alignleft size-full wp-image-308" title="tragiczne wody" src="http://booksland.com.pl/wp-content/uploads/2011/06/tragiczne-wody.jpg" alt="" width="140" height="220" /></a></strong></p>
<p><strong>Tragiczne wody: Prawdziwa historia 16 statków, które nie powinny były zatonąć</strong></p>
<p>&#8222;Piątego dnia na przeklętej tratwie było nie więcej niż 30 osób: dwóch żołnierzy, którzy ukradli częśd zapasu wina, stracono, umarł, między innymi, dwunastoletni chłopiec. Dni następowały po nocach z przeraźliwą monotonią, przerywaną tylko napadami szaleństwa, którym co jakiś czas ulegał ktoś z obecnych. Siódmego dnia, stwierdziwszy, że z dwudziestu siedmiu pozostałych tylko piętnastu może przetrwać, bo inni są bliscy śmierci, podjęto decyzję utopienia chorych i ciężko rannych: wśród nich biednej markietanki. <span id="more-307"></span>Pozbycie się towarzyszy uratowało pozostałych, którzy, ogarnięci zgrozą i wyrzutami sumienia, postanowili wyrzucić całą broń do morza. Ostatnie dni były najbardziej bolesne: zbudowano pośrodku tratwy podwyższenie, na którym piętnastu rozbitków położyło się w oczekiwaniu na śmierć. Nikt nic nie mówił, wszystkich dręczyły odrażające wizje i przywidzenia. Nagłe pokazał się wielki biały motyl, potem inne, następnie mewa: ziemia musiała być blisko, ale nieprzezwyciężone odrętwienie ogarnęło tych ludzi na wpół nagich, z odpadającą płatami, spaloną słońcem skórą, poranionych, z oczami zapadniętymi i okrutnymi, żywe obrazy piekielnych potępieńców. Mimo to najsilniejsi ź nich, ci, którzy zachowali jeszcze jakiś przebłysk świadomości (Coudein, Corrdard, Savigny), podjęli ostatni wysiłek: na drewnianej deszczułce spisali swoje przeżycia, chcąc przekazać potomnym historię swej kalwarii.<br />
Zaledwie skończyli przybijać deszczułkę do masztu, gdy po trzynaście dni trwającej agonii ujrzeli nagle przed sobą (był to 18 lipca) brygantynę „Argus&#8221;, która płynęła w stronę wraku „Meduzy&#8221;. Nieszczęśnicy zostali przyjęci na pokład, ale nie oznaczało to jeszcze końca ich cierpień. Wysadzeni na ląd w Saint-Louis w Senegalu, zostali zimno przyjęci przez gubernatora Schmaltza, który widział w nich niebezpiecznych świadków. Miejscowe władze angielskie okazały się nie lepsze: wysłały wszystkich do obozu jenieckiego w Dakarze, gdzie wiele jesz-r przeżyli, zanim udało im się wrócić do Francji.<br />
Zresztą los tych, którzy znaleźli miejsce w szalupach (z wyjątkiem osób towarzyszących Schmaltzowi i de Chaumareys&#8217;mu), okazał się niewiele lepszy: wylądowawszy na wybrzeżach Sahary, musieli podjąć nie kończący się marsz skrajem pustyni, aby dotrzeć do siedzib Europejczyków. Wielu z nich, podobnie jak pięciu z piętnastu rozbitków z tratwy, zginęło na ziemi afrykańskiej. Jeśli chodzi o 17 osób, które zostały na „Meduzie&#8221;, po 52 dniach tylko trzy znaleziono przy życiu: pośród nich był zarządca kantyny, zwany „tata Meduza&#8221;, który potem, po przywiezieniu do Saint-Louis, zginął w tajemniczych okolicznościach w pobliżu bramy rezydencji gubernatora. Niektórzy sugerowali, jakoby Schmaltz miał coś wspólnego z tym zdarzeniem.&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tytuł oryginalny:  Acque tragiche<br />
Język oryginalny:włoski<br />
Tłumacz: Kralowa Halina<br />
Kategoria: Literatura piękna<br />
Gatunek: literatura faktu<br />
Forma:zbiór opowiadań/nowel<br />
Rok pierwszego wydania:1975<br />
Rok pierwszego wydania polskiego: 1980</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/29/angelo-solomi-tragiczne-wody/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bohumil Hrabal &#8211; Czuły barbarzyńca</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/28/bohumil-hrabal-czuly-barbarzynca/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/28/bohumil-hrabal-czuly-barbarzynca/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Jun 2011 19:49:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bohumil Hrabal]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Czuły barbarzyńca]]></category>
		<category><![CDATA[proza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=245</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Chłopaki wymalowali mi na tym gipsie różności, jeden pisarz, który przyszedł na wieczór autorski do szpitala, ponieważ nie miałem książki, podpisał mi się na tej zagipsowanej ręce&#8230; no i masz, zdjęli mi ten gips i ta moja dziewczyna, chociaż byliśmy tuż przed ślubem, mówi mi, że już nie jestem dla niej taki czuły jak kiedyś&#8230; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-292" href="http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/28/bohumil-hrabal-czuly-barbarzynca/bh_cb2/"><img class="alignleft size-full wp-image-292" title="bh_cb2" src="http://booksland.com.pl/wp-content/uploads/2011/06/bh_cb2.jpg" alt="" width="160" height="239" /></a> &#8222;Chłopaki wymalowali mi na tym gipsie różności, jeden pisarz, który przyszedł na wieczór autorski do szpitala, ponieważ nie miałem książki, podpisał mi się na tej zagipsowanej ręce&#8230; no i masz, zdjęli mi ten gips i ta moja dziewczyna, chociaż byliśmy tuż przed ślubem, mówi mi, że już nie jestem dla niej taki czuły jak kiedyś&#8230; i zostawiła mnie. A wczoraj — myślałem, że padnę z wrażenia. Bo kogo widzę? Tę moją dziewczynę, jak idzie z chłopakiem, który ma taką samą rękę w gipsie, co ja. Te dziewczyny wszystkie są trącone&#8230; Vladimir nadal pisał i warczał z ponurą miną: Mnie także zostawiła, piszę teraz do pani prokurator, sędzia poradził mi, żebym był dla niej uprzejmy&#8230;<span id="more-245"></span> więc piszę już szósty list miłosny&#8230; ale słuchaj no, kochasiu, wiesz co to jest eksperyment Marton? Ja właśnie na to chodzę. Golizna. Film z gołymi babkami. Dokoła mnie druciki, a przy przyrodzeniu aparat pomiarowy. Film pornograficzny. Lampki się zapalają, strzałki aparatów kołyszą się, chyboczą. Takie badania psychiatryczne. Pani doktor Marton. I wiesz co? Te aparaty wykryły nawet, że mam kompleks Edypa. Kiedy matka rano wstaje, ja już czekam i niby przypadkiem przechodzę obok nagi. Wciąż niezła z niej sztuka. Udaje, że mnie nie widzi&#8230; Chłopak zamyślił się, z twarzą w dłoniach, niemal zasłonił sobie palcami oczy. A po namyśle powiedział: Płacę, wie pan, ta dziewczyna ma to chyba po ojcu, jej tatuś jest spod Karkonoszy, kiedyś wziął prawo jazdy i dowód i poszedł do rady narodowej zameldować nową osobę: Anton Hulik, Bóg. Dopiero po miesiącu złapali go na dworcu w samym podkoszulku, a był wtedy straszny mróz&#8230;&#8221;</p>
<p>Jest  to niekonwencjonalna powieść inspirowana postacią  grafika-abstrakcjonisty Vladimira Boudnika (1924-68), opowieść o  przyjaźni i wspólnych poszukiwaniach nowych źródeł inspiracji &#8211; w  knajpach, na ulicy, wśród zwyczajnych ludzi &#8211; a także historia narodzin  hrabalowskiej estetyki i wizji świata. Opatrzona przez autora podtytułem  Teksty pedagogiczne, przez kilkanaście lat funkcjonowała w obiegu  niezależnym. Drugie wydanie legendarnej książki wybitnego czeskiego  pisarza.</p>
<p>Autor:Hrabal Bohumil<br />
Tytuł oryginalny: Něžní barbaři<br />
Język oryginalny: czeski<br />
Kategoria: Literatura piękna<br />
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna</p>
<li><strong> Forma:</strong> powieść</li>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/28/bohumil-hrabal-czuly-barbarzynca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pearl Buck &#8211; Spowiedź Chinki</title>
		<link>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/24/pearl-buck-spowiedz-chinki/</link>
		<comments>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/24/pearl-buck-spowiedz-chinki/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 24 Jun 2011 09:40:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Pearl Buck]]></category>
		<category><![CDATA[Powieść]]></category>
		<category><![CDATA[spowiedź chinki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://booksland.com.pl/?p=208</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Najstarsza nałożnica &#8211; opasłe, gąbczaste stworzenie, o drobnych rysach ginących w masie policzków &#8211; odznaczała się jedynie tym, że miała ładne, małe ręce, z których była ogromnie dumna. Myła je przeróżnymi olejkami, szminkowała dłonie na różowo i malowała gładkie, owalne paznokcie purpurą. Potem skrapiała jeszcze ręce ciężkimi perfumami magnoliowymi. Niekiedy matce mojej przykrzyła się nadęta [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-247" href="http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/24/pearl-buck-spowiedz-chinki/buck/"><img class="alignleft size-medium wp-image-247" title="buck" src="http://booksland.com.pl/wp-content/uploads/2011/06/buck-210x300.jpg" alt="" width="210" height="300" /></a>&#8222;Najstarsza nałożnica &#8211; opasłe, gąbczaste stworzenie, o drobnych rysach<br />
ginących w masie policzków &#8211; odznaczała się jedynie tym, że miała ładne, małe ręce,<br />
z których była ogromnie dumna. Myła je przeróżnymi olejkami, szminkowała dłonie<br />
na różowo i malowała gładkie, owalne paznokcie purpurą. Potem skrapiała jeszcze<br />
ręce ciężkimi perfumami magnoliowymi.<br />
Niekiedy matce mojej przykrzyła się nadęta próżność tej kobiety, matka<br />
przeto rozkazywała jej &#8211; nie bez cienia złośliwości &#8211; wykonać jakąś grubszą robotę,<br />
coś umyć lub uszyć. Otyła pani nie śmiała okazać nieposłuszeństwa, ale sarkała i<br />
żaliła się potajemnie przed innymi nałożnicami, że matka jest o nią zazdrosna i chce<br />
zniszczyć jej urodę w oczach ojca. Mówiąc to oglądała starannie swoje ręce, czy<br />
przypadkiem delikatna skóra nie popękała lub nie zgrubiała. Co do mnie, nie<br />
cierpiałam jej rąk, gdyż były miękkie i gorące, i zawsze miałam wrażenie, że rozpłyną<br />
się pod palcami.<span id="more-208"></span><br />
Ojciec już od dawna nie zwracał uwagi na tę kobietę. Ale gdy czasem spędzał<br />
noc w jej mieszkaniu, dawał jej zawsze pieniądze, by nie wrzeszczała głośno w<br />
podwórzach i nie zamęczała go wyrzutami. Nadto urodziła mu dwóch synów i z tego<br />
powodu miała prawo do pewnych względów.<br />
Synowie jej byli tędzy i kubek w kubek podobni do matki. W pamięci mojej<br />
utkwili jako wiecznie jedzący i pijący urwisze. Jedli suto przy stole, a mimo to potem<br />
szli jeszcze potajemnie na podwórze służby i kłócili się ze służącymi o resztki. Czynili<br />
to ze szczególnym sprytem &#8211; z obawy przed moją matką, która nienawidzi obżarstwa.<br />
Ona sama jadła tylko miseczkę suchego ryżu z kawałkiem suszonej ryby lub cienki<br />
płatek zimnego drobiu i popijała łykiem aromatycznej herbaty.<br />
O drugiej pani pamiętam jeszcze tyle, że okropnie bała się śmierci. Pożerała<br />
niesamowite ilości słodkich i tłustych sezamek, a gdy robiło się jej słabo, leżała w<br />
straszliwej trwodze i jęczała. Sprowadzała wówczas buddyjskich kapłanów i<br />
ślubowała ofiarować swoje perły świątyni, jeśli bogowie ją uleczą. Ale zaledwie czuła<br />
się lepiej, opychała się znowu łakociami i postępowała tak, jak gdyby zapomniała o<br />
swych ślubach.&#8221;</p>
<p style="text-align: justify;">Urodzona w chińskiej, arystokratycznej rodzinie Kwei-Lan odebrała stosowne wychowanie, doskonale zna uświęcone tradycją zwyczaje i jest gotowa do poślubienia mężczyzny, którego wybrała jej rodzina, jeszcze zanim dziewczyna przyszła na świat. Jednak bohaterka wcale się nie spodziewa, że jej własny mąż, absolwent amerykańskiej uczelni, będzie podważał wszystko to, co wpajano jej przez całe życie.<br />
Powieść Buck opowiada o sile miłości, a w historii jej bohaterów odbijają się przemiany, jakim zaczęło ulegać społeczeństwo azjatyckie, które po wiekach izolacji otworzyło się na wpływy z zewnątrz.<br />
&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;<br />
Panieńskie nazwisko Pearl Buck brzmiało Sydenstricker. Była córką misjonarza i wychowała się w Chinach. Jej ojciec zajmował się przekładem Biblii z greki na język chiński. Ona sama mowę chińską poznała wcześniej niż angielską. Uczył ją miejscowy nauczyciel, konfucjanista. Dzięki temu mała Pearl nigdy nie czuła się w Chinach cudzoziemką. Jako piętnastoletnia dziewczynka trafia do angielskiej szkoły misyjnej w Szanghaju. W 1910 r. wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, gdzie studiuje psychologię i otrzymuje na uczelni dwie nagrody literackie. W 1914 r. wraca do Chin, by opiekować się chorą matką i prowadzić działalność misyjną. Tam wychodzi za mąż za Johna L. Bucka, amerykańskiego eksperta rolnego i misjonarza (ma z nim córkę Carol). Po śmieci jej matki małżeństwo wyjeżdża do Południowych Chin, gdzie przez pięć lat krzewi chrześcijaństwo wśród ubogich rolników. Później Buckowie przenoszą się do Nankinu i podejmują tam pracę na angielskim uniwersytecie: on wykłada nauki rolnicze, ona literaturę amerykańską i angielską. Zaczyna wówczas pisać regularnie teksty dla czasopism &#8222;Asia&#8221; i &#8222;The Atlantic Monthly&#8221;. Warto przypomnieć, że jej debiut prasowy nastąpił, gdy miała kilka lat: w rubryce dziecięcej anglojęzycznej gazety &#8222;Shanghai Mercury&#8221;.<br />
W 1926 r. Buckowie wyjeżdżają na rok do USA, gdzie Pearl uzyskuje tytuł magistra nauk humanistycznych w dziedzinie literatury. Badania lekarskie wykazują, że ich córka, Carol jest niedorozwinięta umysłowo. Małżeństwo adoptuje inną dziewczynkę, Jenny. Kiedy w 1927 r. Buckowie wracają do Chin, trwa tam wojna domowa. Zmuszeni są ewakuować się przez Szanghaj do Japonii. Ich dom w Nankinie został doszczętnie zniszczony: ginie w nim bezpowrotnie rękopis pierwszej powieści Pearl Buck. W 1930 r. ukazuje się jej książka pt. &#8222;Wiatr wschodni, wiatr zachodni&#8221; (w Polsce przetłumaczona jako &#8222;Spowiedź Chinki&#8221;). W powieści tej, odznaczającej się bogactwem obserwacji i przeżyć, pisarka odmalowała chiński konflikt pokoleń między &#8222;ojcami&#8221; &#8211; tradycjonalistami a ich zeuropeizowanymi &#8222;synami&#8221;.<br />
W roku 1931 wychodzi drukiem najwybitniejsze dzieło Pearl Buck &#8222;Ziemia błogosławiona&#8221;. Przynosi ono autorce Nagrodę Pulitzera i światowy rozgłos. Jest to pierwsza część powieściowej trylogii o tematyce chińskiej, której kolejne części: &#8222;Synowie&#8221; i &#8222;Ludzie w rozterce&#8221; ukażą się w latach 1932 i 1935. Napisana prostym, niemal biblijnym stylem, &#8222;Ziemia błogosławiona&#8221; przez krytyków nazwana została &#8222;przypowieścią o życiu ludzkim&#8221;. Łącząc chińskie tradycje literackie z angielskimi, Buck poszukuje wspólnoty losów ludzi Wschodu i Zachodu. Jak żaden z mistrzów pióra od czasów Marco Polo przybliża zachodnim czytelnikom kulturę i tradycję &#8222;milczącego kolosa&#8221; &#8211; Chin. Równie wielką popularnością wśród czytelników cieszą się wydane w 1934 r. zbeletryzowane biografie &#8211; matki pisarki (&#8222;Wygnanka&#8221;) i jej ojca (&#8222;Walczący anioł&#8221;).<br />
Od 1934 r. Buck żyje w USA, gdzie pisze kilka powieści, tym razem o tematyce amerykańskiej, z których największym powodzeniem cieszy się napisane w 1938 r. &#8222;To dumne serce&#8221;. Trzy lata wcześniej rozwodzi się ze swoim mężem i bierze ślub z wydawcą jej książek, Richardem Walshem, z którym adoptują kilkoro dzieci. W 1938 r. pisarka otrzymuje literacką Nagrodę Nobla za &#8222;wspaniały epicki opis życia chińskich chłopów i za biograficzne arcydzieła&#8221;. Jeden z członków jury, Per Halstroem uważa, że utwory Pearl Buck &#8222;układają drogę dla wzajemnego poznania się ludzi, na przekór wszelkim rasowym barierom&#8221;. Przypomnijmy, że w Europie jest to rok Hitlera, który dla swoich żądań nie znajduje żadnego oporu, a w Azji &#8211; rok japońskiej agresji na osłabione Chiny. Według krytyków to ostatnie wydarzenie zadecydowało o przyznaniu Pearl Buck Nagrody Nobla. Miało być ono znakiem solidarności cywilizowanej części Europy z ofiarą japońskiej napaści.<br />
Do dziś większość krytyków uważa, że twórczość Buck, chociaż oryginalna i zajmująca, nie była wystarczająco wybitna dla uzyskania tak prestiżowego lauru jak Nagroda Nobla. Po jej przyznaniu popularność pisarki zaczęła maleć. Tekstom Buck zarzucano dydaktyzm i sentymentalizm. Pisała bardzo dużo (ogółem przez prawie czterdzieści lat wydała ponad osiemdziesiąt utworów), ale jej książki &#8211; nawet autobiografia &#8222;Moje światy&#8221; &#8211; przechodziły bez większego echa. Napisane przez nią w latach 40. powieści chińskie mają dziś wartość głównie historyczną. Pearl Buck zmarła przeżywszy osiemdziesiąt lat i przez wielu pamiętana jest dzisiaj nie jako autorka powieści, lecz działaczka społeczna, niosąca w wielu organizacjach charytatywnych pomoc dla biednych ludzi w Azji.</p>
<div style="text-align: justify;"><strong>Pearl S. Buck &#8222;Spowiedź Chinki&#8221;.<br />
Wydawca: </strong>Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.</div>
<div style="text-align: justify;"><strong>Miejsce wydania: </strong>Warszawa.</div>
<div style="text-align: justify;"><strong>Rok wydania: </strong>1990.</div>
<div style="text-align: justify;"><strong>Oprawa: </strong>miękka.</div>
<div style="text-align: justify;"><strong>Stron: </strong>188.</div>
<div style="text-align: justify;"><strong>Wymiary: </strong>11,50 x 16,50 cm.</div>
<div style="text-align: justify;"><strong>ISBN: </strong>83-205-4376-2.</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://booksland.com.pl/index.php/2011/06/24/pearl-buck-spowiedz-chinki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

