Stieg Larsson – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Autor: Jacek. Data: 18 paź 2011. Kategorie: Kryminał, Literatura współczesna, Powieść, Proza, Sensacja, Śledztwo, Stieg Larsson, Thriller
„Początkowo zupełnie nieczuły na prośby, Mikael ugiął się,
kiedy usłyszał obietnicę kilku wspaniałych dni relaksu w miłym
towarzystwie i z dobrą kuchnią. Z obietnic nic nie wyszło, a
przejażdżka żaglówką przeobraziła się w katastrofę o wiele większą,
niż Mikael potrafił sobie wyobrazić. Płynęli pięknym, choć średnio
trudnym szlakiem Furusund z prędkością niespełna dziesięciu
węzłów, przy której dziewczyna PR-owca od razu zapadła na
chorobę morską. Jej siostra zaczęła kłócić się z chłopakiem i nikt nie
wykazał choćby minimum zainteresowania sztuką żeglarską.
Wkrótce stało się jasne, że obsługa jachtu spocznie wyłącznie na
Mikaelu. Pozostali uczestnicy wycieczki ograniczali się do
udzielania życzliwych, acz przeważnie bezsensownych rad. Po
pierwszym noclegu w zatoce na Angsó Mikael gotów był zawinąć do
przystani w Furusund i wrócić do domu autobusem. I tylko
desperackie apele PR-owca skłoniły go do pozostania na pokładzie.
Następnego dnia koło południa, wystarczająco wcześnie, by
znaleźć wolne miejsce, przybili do pomostu na wyspie Arholma.
Przygotowali lunch i właśnie wrzucili coś na ruszt, gdy Mikael po
raz pierwszy zauważył plastikową żółtą M-trzydziestkę wpływającą
do zatoki pod grotżaglem. Podczas gdy łódź robiła spokojny zwrot,
jej szyper szukał miejsca do zacumowania. Mikael, rozejrzawszy się
dookoła, skonstatował, że przestrzeń między ich jachtem a H-boatem
po prawej burcie była prawdopodobnie jedyną szczeliną, w którą
mogła wślizgnąć się wąska M-trzydziestka. Stojąc na rufie, wskazał
wolną przestrzeń. Szyper zbliżającego się jachtu uniósł dłoń w
geście podziękowania i zmienił kurs. Samotny żeglarz, taki co to nie
pofatyguje się, żeby włączyć motor – zanotował Mikael. Usłyszał
szczęk kotwicznego łańcucha, a po kilku sekundach zobaczył
spuszczany grotżagiel i uwijającego się jak w ukropie mężczyznę,
który manewrując sterem, by wpłynąć prosto w szczelinę,
jednocześnie przygotowywał koniec liny na dziobie.
Mikael wspiął się na reling i wyciągając rękę, zaoferował
pomoc. Nowo przybyły zrobił ostatnią zmianę kursu i sunąc
delikatnie, podpłynął perfekcyjnie do rufy jachtu. Rozpoznali się
dopiero wtedy, gdy mężczyzna rzucił Mikaelowi koniec liny. Ich
twarze rozpromienił szeroki uśmiech.
Cześć, Robban! – wykrzyknął Mikael. – Gdybyś korzystał z
silnika, nie musiałbyś zdzierać farby ze wszystkich łodzi w porcie.
– Cześć, Micke. Czyli dobrze mi się wydawało, że skądś cię
znam! Chętnie bym użył silnika, gdyby tylko dał się odpalić. Bidok
wysiadł kompletnie przy Ródlóga, dwa dni temu.
Podali sobie ręce przez reling.
Całą wieczność wcześniej, w latach siedemdziesiątych,
Mikael Blomkvist i Robert Lindberg byli licealnymi kolegami, a
może nawet przyjaciółmi. Ale, jak to często bywa z kolegami z ławy
szkolnej, rozstali się zaraz po maturze. Obrali różne drogi i w ciągu
ostatnich dwudziestu lat widzieli się zaledwie cztery czy pięć razy.
Ich niespodziewane spotkanie w porcie na Arholma było pierwszym
po siedmiu lub ośmiu latach. Przyglądali się sobie badawczo. Robert
miał spaloną słońcem twarz, zmierzwione włosy i dwutygodniowy
zarost.
Nagle Mikaelowi zdecydowanie poprawił się humor. Podczas
gdy PR-owiec ze swoim prostodusznym towarzystwem wybrał się na
drugi kraniec wyspy, by potańczyć wokół świętojańskiego drzewka,
Mikael zaparkował na M-trzydziestce i przy śledziu i wódce
rozmawiał z dawnym kolegą o dupie Maryni.
W KTÓRYMŚ MOMENCIE tego wieczoru, gdy poddawszy się w
walce z osławionymi arholmskimi komarami, przenieśli się pod
pokład i wypili wystarczająco dużo setek, rozmowa przyjęła
charakter koleżeńskiego przekomarzania się na temat moralności i
etyki w świecie biznesu. Każdy z nich wybrał karierę, która w
pewnym sensie dotyczyła finansów państwa. Robert skończył
Wyższą Szkołę Handlową i wkroczył w świat bankowości. Mikael
po studiach dziennikarskich poświęcił dużą część zawodowego życia
na demaskowanie wątpliwych interesów właśnie w kołach
bankowo-handlowych. Rozmowa zeszła na problemy moralne w
związku z milionowymi odprawami „spadochronowymi”,
zapoczątkowanymi w latach dziewięćdziesiątych. Wygłosiwszy
mowę obronną na temat kilku „spadochroniarzy”, Lindberg odstawił
kieliszek i przyznał z niechęcią, że wśród finansistów i bankowców z
pewnością ukrywa się niejeden łajdak, mimo wszystko. Nagle
zmierzył Mikaela poważnym spojrzeniem.
– Micke, jesteś dociekliwym dziennikarzem, zajmujesz się
finansowymi przekrętami, dlaczego nigdy nie napisałeś niczego o
Hansie-Eriku Wennerstrómie?
– Nie wiedziałem, że jest coś do napisania.
– Zacznij grzebać. Musisz trochę pogrzebać, do diabła! Jak
dużo wiesz o programie ZPP?
– Taa, jakiś program pomocy z lat dziewięćdziesiątych.
Chodziło o postawienie na nogi przemysłu w byłych demoludach.
Zakończony parę lat temu. Nigdy się tym nie zajmowałem.
– ZPP to Zarząd Pomocy Przemysłowej, projekt wspomagany
przez rząd i kierowany przez reprezentantów około dziesięciu
znaczących szwedzkich firm. ZPP dostał państwowe gwarancje dla
szeregu projektów, które uzgodniono w porozumieniu z rządami w
Polsce i w krajach nadbałtyckich. Dołączyła się LO*, jako rękojmia,
że wschodni ruch robotniczy zostanie umocniony według
szwedzkiego modelu. Formalnie rzecz biorąc, chodziło o projekt na
zasadzie „pomoc dla samopomocy”, projekt, który miał umożliwić
tamtejszym rządom sanację ekonomiczną. W praktyce wyglądało to
tak, że szwedzkie przedsiębiorstwa otrzymały państwowe dotacje,
żeby zostać współudziałowcami w przedsiębiorstwach
wschodnioeuropejskich. Ten cholerny chadecki minister należał do
gorących zwolenników ZPP. W planach było otwarcie zakładów
papierniczych w Krakowie, renowacja zakładu metalurgicznego w
Rydze, fabryka cementu w Tallinie i tak dalej. Pieniądze
przydzielało kierownictwo ZPP, czyli najważniejsi z ważnych w
świecie bankowo-przemysłowym.”
Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika jak kamień w wodę. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera. Stojący na czele wielkiego koncernu magnat przemysłowy prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania zagadki zniknięcia Harriet. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie redaktor czasopisma Millennium, przechodzi kryzys wartości i rezygnuje z obowiązków zawodowych. Podejmuje się niezwykłego zlecenia, opuszcza Sztokholm i osiada w niewielkiej wiosce na północy kraju. Po pewnym czasie dołącza do niego młoda ekscentryczna hackerka, Lisbeth Salander. Wspólnie, choć nie zawsze ramię w ramię, biorą pod lupę przeszłość klanu Vangerów i wykrywają prawdę o wiele bardziej mroczną i krwawą niż ta, którą spodziewali się odnaleźć…
Tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Autor: Larsson Stieg
Wydawca: Czarna Owca dawniej Jacek Santorski & Co.
Numer wydania: I
Data premiery: 2008-10-30
Język wydania: polski
Język oryginału: szwedzki
Ilość stron: 634
Tłumaczenie: Walczak-Larsson Beata
Rok wydania: 2008
Forma: książka
Indeks: 61503229
Zostaw komentarz
Zaloguj się, by móc komentować.