Corinne Hofmann – Biała Masajka
Autor: Jacek. Data: 15 wrz 2011. Kategorie: Corinne Hofmann, pamiętnik, Powieść, Proza, Przegląd wg. autorów

Książka do nabycia w księgarni internetowej Albertus.pl w cenie 25.60 Kup…
POSZUKIWANIA
„Marco zmienił decyzję i zostaje w hotelu. Próbuje jeszcze odwieść
mnie od moich zamiarów, lecz coś silnie nakazuje mi iść i wszelkie
dobre rady do mnie nie przemawiają. Zostawiam go samego i przyrzekam
być z powrotem koło drugiej. Jedziemy z Edym matatu w kierunku
Mombasy. Z tego rodzaju taksówki korzystam po raz pierwszy.
Jest to mikrobus, który ma jakieś osiem miejsc siedzących. Gdy zatrzymuje
się przed nami, siedzi w nim już trzynastu ludzi z bagażami.
Konduktor wisi na zewnątrz pojazdu. Bezradnie spoglądam
w kłębowisko. Go, go in! – mówi Edy, a ja przedzieram się przez torby
i nogi i cała zgięta trzymam się mocno, aby na zakrętach nie upaść
na innych. Dzięki Bogu, wysiadamy już po jakichś piętnastu kilometrach. Jesteśmy
w Ukundzie, pierwszej większej wiosce, gdzie znajduje się
więzienie. Wspólnie zmierzamy do środka. Jeszcze zanim przekraczam
próg, zatrzymuje nas masywny typ o wyglądzie byka. Pytająco
spoglądam na Edy’ego. Edy prowadzi rokowania i po kilku minutach,
gdy nakazano mi nie ruszać się z miejsca, ten typ otwiera w końcu
drzwi za sobą. Jako że w środku jest ciemno, a ja stoję na zewnątrz
w słońcu, niewiele mogę zobaczyć. W dodatku uderza mnie w nos tak
przeraźliwy smród, że zbiera mi się na wymioty. Grubas krzyczy coś
w ciemną dziurę i po kilku sekundach pojawia się jakiś nędznie wyglądający
człowiek. Wygląda na Masaja, ale nie ma na sobie ozdób.
Przerażona kręcę głową i pytam Edy’ego: „Tylko ten jeden Masaj jest
tutaj?”. Wygląda na to, że tak, i więzień zostaje wepchnięty z powrotem
do pozostałych, którzy przykucnęli na podłodze. Odchodzimy.
„Chodź, znowu weźmiemy matatu, jest szybsza od dużych autobusów,
i będziemy dalej szukać w Mombasie” – mówi Edy.
Ponownie przeprawiamy się na drugi brzeg promem Likoni, a następnie
jedziemy autobusem na koniec plaży do tamtejszego więzienia.
Jest znacznie większe od poprzedniego. Także tutaj patrzą na
mnie z niechęcią, gdyż jestem biała. Mężczyzna za barierką udaje, że
nas w ogóle nie zauważa. Znudzony czyta gazetę, a my stoimy bezradnie.
Szturcham Edy’ego. „No, zapytaj!”. Nic się nie wydarza, aż
w końcu Edy wyjaśnia mi, że powinnam niepostrzeżenie położyć temu
facetowi nieco kenijskich szylingów. Ale ile? Jeszcze nigdy w życiu
nie musiałam nikogo przekupywać. Tak więc kładę sto szylingów,
co mniej więcej odpowiada dziesięciu frankom szwajcarskim.
Niedbałym ruchem zgarnia pieniądze i wreszcie spogląda na nas.
Nie, w ostatnim czasie nie dostarczono tu żadnego Masaja o imieniu
Lketinga. Siedzi tutaj dwóch Masajów, ale są o wiele, wiele niżsi od
opisanego. Mimo to chcę ich zobaczyć, gdyż strażnik może się przecież
mylić, a pieniądze i tak już wziął. Rzucając mi groźne spojrzenie,
podnosi się i otwiera drzwi.
To, co widzę, szokuje mnie. W pomieszczeniu bez okien siedzą
stłoczeni ludzie, jedni na kartonach, inni na gazetach, jeszcze inni
wprost na betonie. Oślepieni promieniami słońca, zasłaniają oczy rękami.
Tylko niewielkie przejście między siedzącymi jest wolne.
W chwilę potem przekonuję się dlaczego, gdyż nadchodzi jakiś człowiek
z kubłem „jedzenia” i wyrzuca je prosto na betonowy korytarz.
To niepojęte, tak nawet nie karmi się świń! Gdy wypowiadam słowo
„Masajowie”, na zewnątrz wychodzą dwaj mężczyźni, lecz żaden
z nich nie jest Lketinga. Czuję się zniechęcona. Czego właściwie mogę
się spodziewać, gdy go odnajdę?
Jedziemy do centrum, bierzemy inną matatu i jakąś godzinę telepiemy
się w kierunku wybrzeża północnego. Edy uspokaja mnie
i uważa, że tam na pewno znajdziemy Lketingę. Ale nie udaje nam się
nawet wejść do środka. Uzbrojony policjant pyta nas, czego chcemy.
Edy tłumaczy, o co nam chodzi, policjant kręci gjjewą i twierdzi, że
od dwóch dni nie dostali nikogo nowego. Opuszczamy to miejsce
i ogarnia mnie całkowita bezradność.”
Planowała wprawdzie tylko dwutygodniowy urlop, ale po przybyciu do Mombasy, Szwajcarka, Corinne Hofmann, poznała mężczyznę swojego życia – wojownika masajskiego. Została na Czarnym Lądzie ponad cztery lata, decydując się zamieszkać wraz z jego szczepem w kenijskim buszu. Musiała pokonać wiele biurokratycznych barier, zanim zdecydowała się go poślubić.”Jest to relacja z czterech lat, które spędziłam w buszu. Kierowana wielką miłością, wyszłam za mąż za Lketingę, Masaja z Kenii. Tam doświadczyłam nieba i piekła…” – pisze autorka.
Książka do nabycia w księgarni internetowej Albertus.pl w cenie 25.60 Kup…
Autor: Corinne Hofmann
Tytuł oryginału:Die weisse massai
Wydawnictwo: Świat Książki , Czerwiec 2006
ISBN: 83-247-0444-2
Liczba stron: 304
Wymiary: 145 x 205 mm
Zostaw komentarz
Zaloguj się, by móc komentować.