Eric Emmanuel Schmitt – Opowieści o Niewidzialnym
Autor: Jacek. Data: 28 cze 2011. Kategorie: Eric Emanuel Shmitt, Powieść
OSKAR I PANI RÓŻA
Dla Danielle Darrieux
„Szanowny Panie Boże,
Na imię mi Oskar, mam dziesięć lat, podpaliłem psa, kota, mieszkanie (zdaje się nawet, że upiekłem złote rybki) i to jest pierwszy list, który do Ciebie wysyłam, bo jak dotąd,
z powodu nauki, nie miałem czasu.
Uprzedzam Cię od razu: nienawidzę pisać. Muszę mieć naprawdę jakiś ważny powód.
Bo pisanie to bzdura, odchyłka, bezsens, jajo. To lipa. W sam raz dla dorosłych.
Mam to udowodnić? Proszę, weź choćby początek mojego listu: „Na imię mi Oskar,
mam dziesięć lat, podpaliłem psa, kota, mieszkanie (zdaje się nawet, że upiekłem złote rybki)
i to jest pierwszy list, który do Ciebie wysyłam, bo jak dotąd, z powodu nauki, nie miałem
czasu”. No więc równie dobrze mógłbym napisać: „Nazywają mnie Jajogłowym, wyglądam
na siedem lat, mieszkam w szpitalu z powodu mojego raka i nigdy się do Ciebie nie
odzywałem, bo nawet nie wierzę, że istniejesz”.
Tylko że jeśli tak napiszę, to dupa blada, w ogóle się mną nie zainteresujesz. A ja
chcę, żebyś się zainteresował.A najlepiej byłoby, gdybyś znalazł czas, żeby oddać mi dwie lub trzy przysługi.
Wytłumaczę Ci, o co chodzi. Szpital to cholernie sympatyczne miejsce: pełno tu
uśmiechniętych dorosłych, którzy głośno mówią, jest też mnóstwo zabawek i panie
wolontariuszki, które chcą się bawić z dziećmi, i są koledzy, na których zawsze można liczyć,
tacy jak Bekon, Einstein czy Pop Corn, jednym słowem, szpital to sama radość, jeżeli jest się
mile widzianym pacjentem. Ja przestałem być mile widziany. Od czasu przeszczepu szpiku czuję, że nie jestem
mile widziany. Kiedy doktor Dusseldorf bada mnie rano, nie ma już do mnie serca,
rozczarowuję go. Patrzy na mnie bez słowa, jakbym popełnił jakiś błąd. A przecież tak się
starałem w czasie operacji. Byłem grzeczny, dałem się uśpić, nie krzyczałem, kiedy mnie
bolało, łykałem wszystkie lekarstwa. Bywają dni, kiedy mam ochotę go objechać, powiedzieć
mu, że może to on, doktor Dusseldorf, ze swoimi czarnymi brwiami, po prostu schrzanił
operację. Ale nic z tego. Ma taką nieszczęśliwą minę, że obelgi więzną mi w gardle. I im
dłużej doktor Dusseldorf milczy ze swoją zmartwioną miną, tym bardziej ja czuję się winny.
Zrozumiałem już, że stałem się złym pacjentem, pacjentem, który podważa wiarę w
nieograniczone możliwości medycyny.”
PAN IBRAHIM I KWIATY
KORANU
Dla Brunona Abrahama Kremera
„Kiedy skończyłem jedenaście lat, rozbiłem swoją świnkę i poszedłem na dziwki.
Moja świnka była pokrytą szkliwem porcelanową skarbonką koloru rzygowin z otworem,
przez który można było wrzucić monetę, ale nie można było jej wyjąć. Tę jednokierunkową
skarbonkę wybrał mój ojciec, bo takie właśnie miał podejście do żyda: pieniądze są po to,
żeby je mieć, a nie po to, żeby je wydawać.
W brzuchu świnki było dwieście franków. Cztery miesiące pracy.
Pewnego ranka, przed pójściem do szkoły, usłyszałem od ojca:
- Mojżesz, czegoś tu nie rozumiem… Brakuje pieniędzy… Od dziś masz zapisywać w kuchennym
zeszycie wszystko, co wydajesz na zakupy.
Więc nie dość, że ochrzaniają mnie w szkole i w domu, nie dość, że piorę, uczę się,
gotuję, tacham zakupy, nie dość, że mieszkam w wielkim ciemnym mieszkaniu, pustym i
pozbawiopozbawionym
miłości, że jestem bardziej niewolnikiem niż synem adwokata bez spraw i bez żony, to
jeszcze bierze się mnie za złodzieja! Skoro i tak podejrzewają mnie, że kradnę, to w końcu,
co mi zależy.
W brzuchu świnki było więc dwieście franków. Dwieście franków kosztowała dziewczyna na
ulicy Paradis. Taka była cena męskości.
Pierwsze chciały, żeby pokazać im dowód. Pomimo mojego głosu, pomimo mojej tuszy
-byłem gruby jak beczka – nie chciały wierzyć, że mam szesnaście lat, pewnie obserwowały,
jak dorastam, biegając z siatką pełną warzyw.
Na końcu ulicy, w bramie, stała jakaś nowa. Pulchniutka, śłicznajak obrazek. Pokazałem jej
pieniądze. Uśmiechnęła się.
- Masz szesnaście lat?
- Tak, dzisiaj skończyłem.
Weszliśmy na górę. Ledwie mogłem uwierzyć, miała dwadzieścia dwa lata, była stara i
miałem ją tylko dla siebie. Wytłumaczyła mi, jak się umyć, a potem jak się kochać…
Ja oczywiście już to wiedziałem, ale dałem jej mówić, żeby się lepiej czuła, zresztą podobał
mi się jej głos, trochę nadąsany, trochę zasmucony. W trakcie o mało nie zemdlałem. Na
koniec pogłaskała mnie miło po głowie i powiedziała:
- Trzeba będzie przyjść jeszcze raz i dać mi jakiś prezencik.
To mi prawie popsuło całą radość: zapomniałem o prezenciku. No to z głowy, byłem już
mężczyzną, przeszedłem chrzest bojowy między udami kobiety, nogi tak mi się trzęsły, że
ledwo mogłem ustać, a już zaczynały się kłopoty: zapomniałem 0 sławetnym prezenciku.
Pognałem do domu, wpadłem do swojego pokoju, rozejrzałem się wokół, szukając, co mógłbym
jej ofiarować najcenniejszego, po czym pędem wróciłem na ulicę Paradis.”
Dziecko Noego
Dla mojego przyjaciela Pierre’a Perlemutera, którego historia po części zainspirowała tę
opowieść.
Pamięci księdza Andre, wikarego parafii Świętego Jana Chrzciciela w Namur, i wszystkich
Sprawiedliwych wśród Narodów Świata
„Kiedy miałem dziesięć lat, należałem do grupy dzieci, które co niedziela wystawiano na
licytację.
Nie sprzedawano nas: kazano nam defilować po estradzie, żebyśmy znaleźli nabywcę.
Wśród publiczności mogli znajdować się zarówno nasi prawdziwi rodzice, którzy wreszcie
wrócili z wojny, jak pary pragnące nas adoptować.
Co niedziela wchodziłem na scenę w nadziei, że zostanę rozpoznany albo chociaż
wybrany.
Co niedziela na dziedzińcu Żółtej Willi miałem dziesięć kroków na to, żeby się pokazać,
dziesięć kroków, żeby zyskać rodzinę, dziesięć kroków, żeby przestać być sierotą. Pierwsze
przychodziły mi łatwo, gdyż niecierpliwość pchała mnie na podium, słabłem jednak w
połowie drogi, a łydki z trudem pokonywały ostatni metr. Na końcu, jak na skraju trampoliny,
zionęła przede mną pustka. Cisza głębsza niż otchłań. Spośród rzędów głów, kapeluszy,
czaszek i koków jakieś usta powinny się otworzyć, zawołać: „Mój syn!” albo: „To ten! Tego
właśnie chcę! Adoptuję go!”.
Z podkurczonymi palcami stóp, wychylony ku temu wołaniu, które wyrwie mnie z
sieroctwa, sprawdzałem, czy dobrze wyglądam.
Zrywałem się o świcie i gnałem z sypialni do zimnej łazienki, gdzie tarłem sobie skórę
zielonym mydłem, twardym jak kamień, trudnym do zmiękczenia i dającym mało piany.
Czesałem się ze dwadzieścia razy, chcąc mieć pewność, że włosy mnie usłuchają. Ponieważ
mój granatowy odświętny garnitur zrobił się za ciasny w ramionach i miał za krótkie rękawy i
nogawki, kuliłem się wewnątrz szorstkiego materiału, by nie dać poznać, że urosłem.
Podczas oczekiwania człowiek nie wie, czy przeżywa radość, czy cierpienie;
przygotowuje się do skoku, ale nie ma pojęcia, jak zostanie przyjęty. Może umrze? Może
zyska oklaski?”
Recenzje i opinie:
Zbiorowe, pięknie ilustrowane wydanie trzech bestsellerowych powieści Erica-Emmanuela Schmitta – Oskar i pani Róża, Pan Ibrahim i kwiaty Koranu oraz Dziecko Noego. W swych książkach Schmitt pokazuje, że wymiar duchowy, niezależnie od tego, jaką religię wyznajemy, stanowi istotną część naszego życia i uczy czytelników otwartości wobec niego. Te opowieści mówią o nadziei, miłości, śmierci, tolerancji, pokonywaniu własnych lęków i poszukiwaniu tożsamości. W sposób zabawny i wzruszający opisują relacje między dziećmi a dorosłymi, dzięki którym każda ze stron zyskuje coś bardzo ważnego.
Wydanie zbiorcze, ilustrowane i ekonomiczne „Opowieści o niewidzialnym” to zbiór trzech, wcześniej wydanych, krótkich powieści Erica – Emanuela Schmitta („Oskar i pani Róża”, „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”, „Dziecko Noego”). Nie podzielam zachwytu czytelników. Pierwsza książka „Oskar i Pani Róża” bardzo mnie rozczarowała, dlatego wiele czasu upłynęło, aż sięgnęłam po następną powieść. Powoli zaczęłam zmieniać opinię, ukształtowaną na podstawie pierwszej lektury.
Myślę, że bardzo niefortunne było porównanie „Oskara i pani Róży” do „Małego księcia” Antonego Saint- Exupery’ego. Książka Schmitta sięga korzeniami do rzeczywistości, podczas gdy „Mały książę” to powieść symboliczna, wieloznaczna, zachęcająca do interpretacji. Pozycje Schmitta objętością przypominają raczej opowiadania. Może to jest kluczem do sukcesu wydawniczego. Podobnie zresztą czyni inny pisarz chrześcijański – Anselm Grün. Motywem łączącym wszystkie te powieści – nowelki są rozważania natury egzystencjonalno-teologicznej.
Schmitt po raz kolejny w swoim pisarstwie, posługuje się narracją z pozycji dziecka, które opowiada o swoim dzieciństwie, relacjonuje wydarzenia i ma wgląd w swoje uczucia, wspomnienia. Chociaż autor próbuje nawiązywać do problemów z dziedziny teologii, nie jest pisarzem religijnym. Schmitt stawia pytania, ale pozostaje na progu, nie wchodzi głębiej i nie opisuje doświadczeń ani przeżyć duchowych. Temat Holocaustu, drugiej wojny światowej, nieuleczalnej choroby dziecka, samotności, zaniedbania i przemocy w rodzinie, może wydawać się ciężki czytelnikowi, ale charakterystyczny dystans, ironia i humor czyni tekst Schmitta lekkim i przyjemnym w czytaniu.
Przesłanie w powieści ma zazwyczaj wydźwięk optymistyczny. Lekki, prosty język sprawia, że książki Schmitta czyta się szybko i z przyjemnością. Cechą charakterystyczną pisarstwa Schmitta jest umiejętne konstruowanie dialogów, które przyśpieszają akcję powieści. Autor przytacza aforyzmy i dowcipy. Bohaterowie z kart powieści Schmitta stawiają sobie ważne pytania, które chyba każdy, w pewnym wieku sobie zadaje: Co to znaczy być żydem, muzułmaninem, chrześcijaninem? Kim jestem? Czy Bóg istnieje? Jaki jest sens ludzkiego życia? Jakie są granice między dobrem i złem? Dzięki wprowadzeniu krótkich sentencji i rozważań natury egzystencjonalno-teologicznej książka ta zyskuje na wartości.
Bez względu na wyznawane poglądy czy religię warto sięgnąć po tę, niewielkich rozmiarów książkę i zmierzyć się z pytaniami, nad którymi przynajmniej raz w życiu każdy się zastanawia. Wartości, które można odnaleźć w treści książki, skłaniają do refleksji i wzmacniają jej zalety.
| Tytuł: | Opowieści o Niewidzialnym |
| Autor: | Eric Emmanuel Schmitt |
| Wydawca: | Społeczny Instytut Wydawniczy Znak |
| Data premiery: | 2005-11-23 |
| Język wydania: | polski |
| Język oryginału: | francuski |
| Ilość stron: | 240 |
| Rok wydania: | 2005 |
| Forma: | książka |
| Indeks: | 69301940 |
Superbly illuimanting data here, thanks!
Laticia | 1 paź 2011 | Odpowiedz